W jej oczach zobaczył emocje, której sam w
nienawidził i starał się ją z siebie wyrzucić. W jej czekoladowych oczach
zobaczył strach. Bała się jego? Ale dlaczego? Był dla niej potworem? Sam nie
wiedział. Nie mógł, zagryzł wargę, wstał gwałtownie za kanapy i wyszedł,
zostawiając byłą Gryfonkę w osłupieniu.
Sam nie wiedział, dlaczego to zrobił, ale był
pewien, że nie chciał jej wystraszyć, zranić? Kolejne pytanie, które szeptała
jego podświadomość, a na które ona nie umiał odpowiedzieć. Bez słowa wszedł do
swoich komnat. Opadł bezradnie na łóżko, patrząc się w baldachim, jakby był
wyjątkowo ciekawym przedmiotem.
Dlaczego? Dlaczego on wyszedł? Wystarczyłby
jeden, chodźby najmniejszy gest z jego strony, jedno słowo, choć jeden
nieznaczący pocałunek dałby jej szczęście, nikłą nadzieję, że jej wybaczył. A
tu nic. Kobieto ogarnij się, nasz chłopaka, a on nie chciał rozwalać
twojego związku.-mówiło jej sumienie, jednak ona, uparta Gryfonka, chciała
dowiedzieć się, czemu wyszedł. Jednak nie dziś, ponieważ nim się zorientowała
zmorzył ją sen. Sen, który będzie pamiętała długo. Główną rolę odgrywał w nim,
nie tak jak chciała, Ron. Widziała siebie szczęśliwą, ale tak
naprawdę. Gdzieś głęboko chciała, aby, naprawdę tak to wyglądało.
Tymczasem Malfoy nie mógł siedzieć bezczynnie. Nigdy nie lubił nie
rozwiązywalnych zagadek, a Granger właśnie taką dla niego była.
Postanowił wyrzucić ją ze swojej głowy, albo chociaż odsunąć na boczny tor.
Goniony wyrzutami sumienie, które zaczęły się jak spojrzał w jej oczy,
musiał się komuś wyżalić. Od razu przyszedł mu na myśl jago serdeczny przyjaciel
Blaise Zabini, nigdy nie mieli przed sobą tajemnic i potrafili razem coś wyśnić
w razie kłopotów. Szybko naskrobał na karteczce wiadomość i wypuścił z
klatki jego osobistą sowę, aby ta zaniosła prośbę o spotkanie do jego
przyjaciela. Chciał się z nim spotkać następnego dnia ,,Pod Trzema
Miotłami", o 16.00. Nim się spostrzegł dostał twierdzącą
odpowiedź od przyjaciela. Będzie musiał z nim porozmawiać.
***
-Amy!-zawołał za dziewczyną Tom, która na dźwięk
swojego imienia odwróciła się i uśmiechnęła do kolegi.-Mam prośbę... Pomogłabyś
mi z zielarstwa? Wiem, że jesteś z tego bardzo dobra i pomyślałem...-powiedział
patrząc z wyczekiwaniem na dziewczynę.
-Jasne, nie ma sprawy. Tylko musisz mi powiedzieć,
z czym sobie nie radzisz i jakoś temu zaradzimy.-uśmiechnęła się.-To może jutro
o 11? Będzie spokojnie, bo wszyscy idą do miasteczka, a jak wiadomo my nie
możemy.-wypowiadając ostatnie słowa troszkę się zasmuciła, ale zaraz wrócił jej
dawny humor.-A w rewanżu mógłbyś mi pomóc napisać wypracowanie z zaklęć.
-W sumie, czemu nie. Sądzę, że to uczciwe, coś za
coś.-odwzajemnił jej uśmiech brunet.-To do jutra.-pożegnał ją grzecznie i
zbiegł do salonu, gdzie przyjaciele czekali na niego, nie zmieniając nawet miejsc.
kiedy tylko usiadł w fotelu poczuł na sobie zniecierpliwiony i wyczekujący
wzrok przyjaciół, przeszywający go, jego całe ciało. Nie chcąc dać przyjaciołom
tego zadowolenia, usiadł wygodniej w fotelu zakładając ręce na oparcie, zamknął
oczy. Wiedział, że koledzy nie będą w stanie mu odpuścić, jeśli im nie powie,
co powiedziała Amy, ale on chciał to zostawić tylko dla siebie.
-I tak wam nic nie powiem, to moja sprawa. I nie
nie wiem jak wejść to jej sypialni.-Powiedział ze spokojem, uprzedzając
wszelkie pytania, po czym wstał i wyszedł z pokoju. Przyjaciele odprowadzili go
wzrokiem.
-Czemu on nam to robi?- lamentował w najlepsze
Zabini, szukając wytłumaczenia, u Nott'a
-Z tego, co opowiadał mi ojciec, Ron Weasley nie
był ani sprytny, ani przebiegły. Jego mama raczej taż nie, więc ciekawe za kim
ma te cechy?-już od początku główkował Nott.
Dean Nott nie jak by się mogło wydawać, nie był
wcale kolejnym napuszonym arystokratą z wybujałym ego. Choć z pozoru był zimny
i bezemocjonalny, zyskiwał przy bliższym poznaniu. Okazywał się miły,
mądry i naprawdę zabawny. Umiał dobrze kojarzyć fakty i wszystko i każdego
rozkładał na czynniki pierwsze.Umiał bezbłędnie określić charakter danej osoby,
bo bardzo pomagało mu w Slytherinie. W ich grupce to on był mózgiem grupy,
za pomysły odpowiadał Tom, a Emed był od planu ,,b", to w sumie on zawsze
komplikował wszystko, ale jakoś udawało im się tego wyplątach. Choć był już
październik, oni załapali już kilka, no może kilkanaście szlabanów. A mogłoby
być ich jeszcze więcej, ale nie było. Nie mogąc rozgryźć charakteru
Weasley'a wstał, zabrał swoje rzeczy i poszedł od dormitorium. W pokoju został
Zabini, postanawiając przejść się po błoniach
-I tak nie mam nic do roboty.-mruknął jeszcze
wychodząc. Choć było słonecznie, na błoniach było mało osób. Większość uczniów
była w miasteczku, a młodsi siedzieli w Pokojach Wspólnych. Kiedy był w połowie
drogi do starego dębu wpadł na jakąś pierwszoklasistkę z Gryffindoru. Nie
widział jej na zajęciach, które prawie wszystkie mieli z Gryfonami. Miała
strasznie długie karmazynowe włosy, spięte w koński ogon. Aż musiał przyznać,
że była osobą rozpoznawalną, a on jej nie widział.
-Przepraszam, zagapiłam się.-powiedziała anielskim
głosem, lustrując Zabiniego wzrokiem.
-Eee… Nie ma sprawy, też bujałem w
obłokach.-uśmiechnął się.-Emed Zabini.-przedstawił się.
-Julia Zdanowicz.-odparła, a widząc minę nowego
znajomego dodała.-Nie jestem z Anglii, przeprowadziłam się tu z Polski, to w
Europie.
-Wiedziałem, że nie jesteś stąd, jesteś za ładna
na Angielkę.-powiedział, widząc rumieniącą się dziewczynę.-Skoro na siebie
wpadliśmy to może, miałabyś ochotę na spacer?-zapytał prosto z mostu.
-Jasne, czemu nie.-powiedziała uśmiechając się promiennie.
***
-Do cholery, Zabini gdzie cię wcieło.-mówił sam
do siebie Tom, który już od godziny czekał na swojego przyjaciela w dormiotium,
którego gdzieś wcięło.
Zdenerwowany podniósł ze swojego łóżka poduszkę i
rzucił ją w stronę drzwi. Te niespodziewanie się otworzyły i wszedł przez nie
Emed. Oczywiście niczego nie podejrzewając oberwał w głowę rzuconą wcześniej
poduszką.
-Ej, co jest?-krzyknął patrząc głupio na
przyjaciela.
-Przepraszam nie wiedziałem że wejdziesz. A w
sumie gdzie ty do cholery byłeś?-zapytał siląc się na miły ton.
-Na spacerze.-warknął siadając na swoim łóżku i
zdejmując buty.
-Z kim?-Tom od razu wyłapał lekko zawstydzony ton
przyjaciela i patrzył na niego świdrującym wzorkiem.
-Nieważne.-warknął jeszcze i wszedł do łazienki.
-I tak się dowiem.-krzyknął za nim Tom, myśląc z
kim Zabini mógł pójść na spacer.
Wiedział na pewno, że to była dziewczyna, bo
Zabini tylko jeśli o nie chodzi był tajemniczy. Ze Slytherinu, nie bo do żadnej
Zabini nie wzdychał. Z Gryffindoru, też raczej nie zważając na ich relacje, a z
reszty domów nikogo nie znał. Przebrał się w piżamę i poszedł spać, pamiętając
o jutrzejszym spotkaniu z May.
Sobotni dzień zaskoczył wszystkich piękną,
słoneczną i stosunkowo ciepłą od rana pogodą. Drąco Malfoy szedł właśnie drogą
do miasteczka, na spotkanie z Zabinim. Cieszył się, że pogada i popije z
trochę niewidzianym kumplem. Musiał z nim pogadać, bo to już go przerastało.
Minął grupkę, rozchichotanych uczennic, wracających do zamku. Przyspieszył
kroku, kiedy zorientował się, że do umówionego spotkania zostało 10 minut.
Kiedy minęła 16.00 wchodził do karczmy. Od chwili, kiedy przekroczył próg
zauważył swojego czarnoskórego przyjaciela, siedzącego przy stoliku, pijąc
Ognistą. Po chwili obaj raczyli się napojem.
-Przekażesz to Emed'owi?-zapytał podając
przyjacielowi paczuszkę.-A teraz mów o czym chciałeś pogadać?
-Skąd, przypuszczenia, że chce o czymś
gadać?-zapytał, głosem kompletnie wypranym z emocji, na co Zabini uśmiechnął
się szeroko, ponieważ wiedział, że Dracon używał tego tonu tylko w poważnych
sytuacjach. Spojrzał wyczekująco na Malfoy'a.-Nie nawidzę cię. Chodzi o
Granger.-mruknął a widząc minę przyjaciela zaczął opowiadać.- Kiedy zobaczyłem
ją na rozpoczęciu roku, a chwilę potem zobaczyłem, że ma syna z tym rudzielcem.
Coś we mnie pękło. A wczoraj, zanim do ciebie napisałem, przeprosiła mnie, że
wtedy uciekła i... ja chciałem ją pocałować, ale wtedy...zobaczyłem w jej
oczach strach. Do cholery, czy ona się mnie boi? W sumie sam nie wiem co mnie opętało,
przecież dalej nie zerwałem z Jane a już chcę się całować z Granger. Specu, co
sądzisz?-rzucił z siebie Malfoy patrząc na reakcję przyjaciela.
W głowie czarnoskórego myśli mknęły jak szalone.
Facet siedzący naprzeciw jego, był jego przyjacielem, ale obowiązywała go
tajemnica lekarska. Hermiona poprosiła go o dyskrecję, ale z drugiej strony...
Nie nie mógł mu powiedzieć. Kurde, czemu to takie trudne? Nie na widzę swojej
zasranej pracy.
-Stary, nie wiem co mam Ci powiedzieć, może
poszukaj czegoś, co może wyjaśnić jej dziwne zachowanie, albo
viritaserum...-powiedział cedząc powolutku ostatnie słowo i uśmiechając się jak
naj perfidnej potrafił.
-Żartujesz sobie, przecież ona jak się dowie to
mnie zamorduje.-powiedział dziwiąc się słowom przyjaciela.-Ale z drugiej
strony... Masz rację, to jedyne wyjście. Ale czekaj może najpierw spróbuję na
swój urok się czegoś dowiedzieć, przecież trochę ją znam.-dodał z uśmiechem
dopijając swoją szklankę i wstając.-To, cześć!
-Cześć...i powodzenia.-to drugie powiedział
bardziej do siebie, pijąc kolejną porcję Ognistej, musiał odreagować, to dla
niego za dużo.-Oj, za dużo! Dlaczego biedy Zabini, musi stać zawsze między
młotem a kowadłem. Między w tym przypadku ziemią a niebem. Między Mionką a
Draconem. Staraszne.-mruknął jeszcze do siebie kierując się w stronę wyjścia.
Nie miał, co robić, więc postanowił teleportować się do Ministerstwa, musiał z
kimś pogadać i nigdy nie sądził, że tym kimś będzie Potter.
***
Hermiona już od dobrej godziny nie wychodziła z
pokoju. Musiała wypić eliksir Słodkiego Snu, aby po tych wszystkich przeżyciach
zasnąć. Obudziła się następnego dnia bardzo wcześnie, a że była sobota,
postanowiła odpocząć. Miała mętlik w głowie, jej myśli przelewały się przez jej
głowę jakby był niej sztorm. Nie potrafiłaś się na niczym skupić, co nie
pomagało w pracy nauczycielskiej. Kiedy sprawdzała jedną z ostatnich prac, do
jej okna zapukała piękna, czarna sowa. Otworzyła okno, wpuszczając zwierzątko
do środka. Sowa zakołowała kilka razy pod sufitem i usiadła na brzegu biurka.
Hermiona podeszła, wzięła list odkładając go na łóżko, poczęstowała sówkę
ciastkiem, a ta chwilę potem odleciała. Granger usiadła za łóżku rozrywając
kopertę, przyniesionego listu. Nadawcą jak się okazało był jej chłopak, Ron. Chłopak
chciał się z nią spotkać przyszłym tygodniu w miasteczku w barze pod Trzema
Miotłami. Przeczytała list trzy razy, nim odpisała. Zgodziła się, ponieważ i
tak nie miała nic innego do roboty. Chciała zapomnieć o wrześniu tego roku
wymazać go z pamięci. Z jednej strony stał Ron, z którym rzekomo miała syn, a z
drugiej facet, z którym naprawdę miała syna. Musiała porozmawiać z Ronem Nie
denerwowała się przed przyszłotygodniowym spotkaniem. Kiedy skończyła rozmyślać
nad Ronem, wróciła do swojej pracy. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi, w
których chwilę potem ukazała się brązowa głowa, Toma.
-Co tam, kochanie?-zapytała kiedy oboje usiedli.
-Ogólnie wszystko OK, ale mam problem z tym...
wypracowaniem na zaklęcia, z podstawowych zaklęć magicznym. Masz na ten temat
jakieś książki?-zapytał, w sumie nie dla siebie tylko dla Amy.
-Jasne, w końcu uczę tego przedmiotu.-uśmiechnęła
się, wstając do swojej biblioteczki. Po chwili podała chłopcu grubą książkę
oprawioną w czerwoną skórę.
-Dzięki.-odparł na pożegnanie i pocałował mamę w
policzek.
Hermiona jeszcze długo patrzyła na otwarte drzwi.
Otwarte? Zza nich wystawała głowa a teraz już cała postać Dracona.
-Czego, chcesz?-zapytałam z jadem w glosie
-Może grzeczniej. Przyszedłem z pokojowym
nastawieniem Granger.-odparł z ironicznym uśmieszkiem.
-Więc...
-Zostańmy przyjaciółmi. Nie chcę się
kłócić.-wyrzucił z siebie, a jej serce eksplodowało.
Jednak przy nim musiała być twarda. Nie mogła mu
pokazać, że jej zależy.
-Zgoda, p r z y j a c i e l u.-powiedziała
zapraszając go gestem do środka.
-Gran...Hermiono mam prośbę.
-Tak?-zapytała, a słysząc swojej imię,
uśmiechnęła się w duchu.
-Wytłumacz mi, czemu uciekłaś.
Proszę.-powiedział, a ona w jego oczach dostrzegła ciepło, którego tak jej
brakowało.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. Może innym razem
Malfoy, chcę żebyś mi wierzył, ale musimy na nowo się zaprzyjaźnić.
Zgoda?-powiedziała, patrząc pierwszy raz świadomie w tym roku szkolnym w oczy.
Tak jej tego brakowało.
-Zgoda, nie będę na ciebie naciskał. Rozumiem,
mam przynajmniej taką nadzieję.-mruknął siląc się na uśmiech.
Odwzajemniła go, czując pod skórą jej serce,
które szalało jakby miało wyskoczyć. Odprowadziła go do drzwi, porozmawiali
jeszcze i została kwestia pożegnania. Po długiej chwili kontaktu wzrokowego,
stanęła na palce i cmoknęła go krótko w policzek. Sama była zdziwiona swoim
gestem, podobnie jak chłopak. Zarumieniła się, na co on parsknął śmiechem i
spojrzał jej radośnie w oczy. Nie mógł bez niej długo wytrzymać, odgarnął
kosmyk za ucho i...
Nidy nie wiem jak zacząć. Czy napisać ,że rozdział był ciekawy czy wytykać błędy? Była masa literówek i nie spójnych zdań.
OdpowiedzUsuń,,A mogłoby być ich jeszcze więcej, ale nie było.'' To zdane pod względem gramatycznym mnie rozwaliło. Jest ich kilka. Ok przejćmy do pozytywów. Akci jest dośc dużo i moje ulubione zakończenie ,ale w tym przypadku raczej nie zaczną sie lizać choć kto wie..... Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział Ola.
+ wyłącz weryfikacje obrazkową
Trochę tego było, rzeczywiście. Widzę to kiedy czytam to już na trzeźwo. A co do weryfikacji to niestety nie wiem jak ją wyłączyć.
UsuńOleńka
Wyłączenie weryfikacji obrazkowej to prościzna. W pulpicie nawigacyjnym wchodzisz w Ustawienia>>Posty i komentarze>>Weryfikacja obrazkowa>>Nie.
OdpowiedzUsuńRozdział jest dłuższy niż zwykle, co daje Ci plusik.
Akcja się rozwija, tak jak obiecałaś ! Super.
Blaise w trudnej sytuacji, no no.
Ale faktycznie, błędów jest dużo. Widziałam, że szukasz bety :) Powodzenia w poszukiwaniu :))
Pozdrawiam,
Mad.