Taadam, i jest. Miał być wcześniej ale mój komputer mnie nie polubił. Złośliwość rzeczy martwych.
*Oleńka*
Po długiej chwili kontaktu
wzrokowego, stanęła na palce i cmoknęła go krótko w policzek. Sama była
zdziwiona swoim gestem, podobnie jak chłopak. Zarumieniła się, na co on
parsknął śmiechem i spojrzał jej radośnie w oczy. Nie mógł bez niej długo
wytrzymać, odgarnął kosmyk za ucho i pocałował ją w czoło
-Śpij, dobrze.-powiedział i
odszedł do swojej komnaty.
-Ty, też-powiedziała w sumie
sama do siebie, bo on już dawno zniknął za grubymi drzwiami.
Odwróciła się i udała się do swojej sypialni,
zadowolona z dzisiejszego dnia.
***
Po pięknej jesieni, która
ubrana w kolorowe liście, wyrusza na wyprawę, zostawia po sobie zimę. Z
bielutkim śniegiem, oszronionymi oknami i czerwonymi policzkami uczniów, którzy
chętnie chodzili przy jej pogodzie po błoniach. Minął październik, a listopad
powitał wszystkich prawdziwie zimową pogodą. Większość
uczniów korzystała z ostatnich promieni słońca, ogrzewającego śnieg.
Wśród młodzieży można było dostrzec
grupkę pierwszoklasistów toczących bitwę na śnieżki.
Śnieg nadawał się idealnie do zabawy, więc od razu w powietrze poszybowały
śniegowe kule. Największą dostał w twarz, Nott, który niewzruszony,
postanowił wymierzyć sprawiedliwość swojemu przeciwnikowi, którym okazała się
sympatia jego najlepszego przyjaciela, Toma Amy. Dziewczyna widząc minę
Ślizgona, zaśmiała się promieniście, na co Nott podbiegł do niej i powalił
ją na ośnieżoną ziemię.
-AAA! Nott, puszczaj!-śmiała
się Amy tarzając się z chłopakiem po zamarzniętej trawie.
-Nie mam zamiaru cię
puścić, póki nie odbębnisz swoją karę, za rzucenie mnie śnieżką-zaśmiał
się.
Tarzali się po śniegu, śmiejąc się i dogrywając
sobie nawzajem. Raz dziewczyna była nad chłopakiem, a raz odwrotnie.
Całą zabawę przerwało chrząknięcie. Dzieci od razu wstały otrzepując się ze
śniegu. Przed nimi stał Prefekt Naczelny Gryffindoru i wpatrywał się w tę
dwójkę.
-Wiecie, że dla
pierwszoklasistów jest zakaz przebywania na błoniach, kiedy jest
śnieg.-bardziej stwierdził, niż zapytał.
-Przepraszamy-bąknęli.-To się
więcej nie powtórzy.
-Nie, powtórzy się, bo
dostajecie szlaban.-powiedział Gryfon, kładąc nacisk na ostatnie
słowo.-Poinformuję opiekuna waszego domu i on wymyśli wam karę.-dodał i
odszedł.
Kiedy tylko sylwetka chłopaka oddaliła się,
reszta Ślizgonów znajdujących się koło wyzwanych wybuchnęła śmiechem.
-Ale, żeście sobie
nagrabili.-parodiował Gryfona, Emed.-Macie, przerąbane. Malfoy wam nie opuści.
-Wracajmy do zamku.-przerwał
zabawę przyjacielowi, głosem bez emocji Tom.
***
Hermiona Granger,
szykowała się właśnie na dużo razy przekładane spotkanie ze swoim chłopakiem.
Cieszyła się z chwili rozrywki oraz naprawiającej się sytuacji z Malfoy'em.
Spróbowali się zaprzyjaźnić i trzeba było przyznać, że nawet im to wychodziło.
Hermiona często zwracała się do Dracona z jakąś prośbą, czy to w naprawieniu drzwi,
czy też wyborze ubarnia. Oby dwoje założyli sobie za cel, ukrycie sowich uczuć
i prowadzenie tak zwanej gry pozorów. On zdobywał powoli jej zaufanie, którym
ona powoli, dla pozorów mu dawała. Jednak w sercu, już od dawna był jej zaufaną
osobą. To ona go zawiodła, to ona uciekła-te słowa często wracały do głowy
nauczycielki zaklęć, jednak ona próbowała umieścić jej gdzieś głęboko i zdusić
w zarodku. Więc, pewnie nie zdziwicie się, że osobą pomagającą
Granger wybierać strój na spotkanie z Rudym był właśnie Dracon.
-Naprawdę, chcesz w tym się
pokazać ludziom?-doigrywał Hermionie, zadowolony Malfoy
-Grabisz sobie ostatnio, a
skoro taki mądry to, co mam włożyć?-postanowiła zachęcić przyjaciela do dłuższej
wypowiedzi.
Draco wstał i podszedł do szafy przyjaciółki,
wyciągając z niej wybrany przez siebie zestaw.
-To!-uśmiechnął się
ironicznie, podając kobiecie ubrania.
Hermiona wzięła ubrania i musiała przyznać, że
blondyn miał gust. Wybrany przez niego zestaw składał się z szmaragdowej
sukienki do kolan z rozkloszowanym dołem oraz jasnej skórzanej kurtki. Całość
dopełniały skórzane kozaczki na płaskim obcasie, skórzane duża torba oraz
srebrna biżuteria.
Po chwili osłupienia, dziewczyna udała się do
łazienki, przebrać się w przygotowany strój. Kiedy tylko wyłoniła się z
łazienki, powitało ją gwizdanie, które wyłoniło się z ust Malfoy'a.
-No, no Granger. Muszę
przyznać, że wyglądasz zjawiskowo.-powiedział zmysłowym głosem, wprost do jej
ucha, a ona mimowolnie się zarumieniła.
-Dzięki, Malfoy.-szepnęła,
odsuwając się od niego i odchodząc do szkatułki z biżuterią jednak chłopak
zagrodził jej drogę.
-Mnie się tak łatwo nie
pozbędziesz.-wysyczał.-A ogólnie ma coś dla ciebie.-powiedział zmienionym
głosem, wkładając do jej dłoni, małe szmaragdowe pudełeczko.
-Co to jest?- zapytała
zdziwiona gestem byłego chłopaka.
-Otwórz, albo daj.- powiedział
patrząc na nią wyczekująco.
Podała mu grzecznie pudełko, które ona otworzył i
wyjął z niej łańcuszek ze srebrnym sercem wysadzanym zielonymi i czerwonymi
diamencikami, które układały się w coś na kształt znicza. Podszedł do niej i
odgarnął jej loki, aby następnie założyć wisiorek na jej chudą szyję. Od razu
poczuł jej piękne, kwiatowe perfumy. Po chwili odsunął się od kobiety podziwiającej
nową biżuterię.
-Nie mogę tego przyjąć, Draco.-powiedział,
próbując zdjąć świecidełko z szyi.Jednak chłopak był szybszy, złapał ją za
nadgarstek i wysyczał, zimnym, a wręcz lodowatym głosem.
-Weź, to z dobroci. To
prezent, dla przyjaciółki.
Nie chciała się z nim spierać, ponieważ jeśli
zaraz nie wyjdzie spóźni się na randkę. Na randkę? Jak to brzmi? Strasznie, no
może randki są fajne, ale nie z ,,nim". Ale... to w końcu mój chłopak.
Kocham go-myśli w głowie kasztanowowłosej kłębiły się, wprowadzając swoją panią
w niezły mętlik.
-Ziemia, do Hermiony, Halo?-z
zamyślenia wyrwał ją głos blondyna.
-Co?-odskoczyła
zdezorientowana
-Pytałem, czy cię
odprowadzić.-mruknął Malfoy nie kryjąc swojego rozbawienia, za co oberwał
poduszką w głowę.-Nie zadzieraj ze mną Granger.
-Ale się ciebie boje.
Naprawdę.-udała Hermiona, zawzięcie gestykulując.
-A powinnaś.-powiedział Draco
i rzucił się na przyjaciółkę.
Powalił ją na kanapę i zaczął łaskotać.
Dziewczyna zwijała się ze śmiechu, który wypełnił całe pomieszczenie, co dawało
białowłosemu wielką satysfakcję i gilgotał ją coraz mocniej. Z oczu byłej
Gryfonki leciały łzy śmiechu. Kiedy wreszcie jej odpuścił, dziewczyna była w
opłakanym stanie. Cała jej fryzura zamieniła się w szopę brązowych loków,
dzięki łzom spłynął z niej makijaż, a sukienka była cała wygnieciona.
-Wyglądasz teraz jakby cię
wyrzucili z Błędnego Rycerza, prosto w błoto.-wyrzucił z siebie, rozbawiony
podenerwowaniem dziewczyny Dracon.
-TY WREDNA FRETKO! CO TY MI
ZROBIŁEŚ!? MIAŁAM DZIŚ RANDKĘ A TERAZ WSZYSTKO WZIĘŁO W ŁEB!-krzyczała na
dławiącego się ze śmiechu chłopaka Hermiona.
-To nie moja wina.-parsknął
Malfoy, próbując uchronić się przed złością byłej Gryfonki, jednak musiał przyznać,
że uwielbiał ją denerwować.-Skoro masz randkę, to ja uciekam.-szybko wstał i
udał się do drzwi.
-Teraz to już po wszystkim,
zaraz napiszę Ru...Ronowi, że coś mi wypadło, jak czekał miesiąc poczeka
jeszcze trochę.-mruknęła kobieta, a widząc, że jej towarzysz dalej idzie w
kierunku drzwi, postanowiła go trochę ukarać.-Draconie Lucjuszu Malfoy'u jeśli
teraz stąd wyjdziesz, to wiedz, że możesz już nigdy nie zobaczyć swojej
różdżki, ani tym bardziej miotły. I przestanę się do ciebie odzywać.
Na te słowa, Draco odwrócił się i spojrzał na
pękającą ze śmiechu Granger. Wiedziała, że te ostatnie zdanie zadziała na
chłopaka i nie zostawi jej z przełożonym, zresztą przez niego a może
dzięki niemu spotkaniu.
-Ja się pytam, ja się pytam
jak to się stało, że ty trafiłaś go Gryffindoru. To zagranie było czysto
Ślizgońskie. Jestem z ciebie dumy.-udał, że ociera łzę.
-Zamknij się, wredny Ślizgonie
i lepiej przynieś trochę Ognistej.-powiedziała, Hermiona siadając na kanapie.
Chłopak zasalutował i wyszedł do swojej komnaty
do trunek. W tym czasie Granger, znalazła kawałem pergaminu i naskrobała
wiadomość do swojego chłopaka Rona. Wyjaśniła mu, że nie mogła się z nim
spotkać i bardzo go przeprasza, ale mogą spotkać się w czasie przerwy
świątecznej. Otworzyła klatkę ze swoją sową Edenem i wysłała list do Rona. W chwili,
kiedy zamykała okno, do pokoju wszedł Dracon, niosąc butelkę Ognistej i
lewitujące za nim dwie szklanki. Postawiał wszystko na stoliku i usiadł obok
Miony na kanapie. Nalał obojgu i podał kobiecie pełną szkarłatnego trunku szklankę.
-Za co pijemy?-zapytał.
-Za nas.-powiedziała pewnie Gryfonka, ale po
chwili się zarumieniła.-Ale to zabrzmiało, chodziło mi o...
-Za naszą nową przyjaźń.-uśmiechnął się,
rozumiejąc, że właśnie o tym mówiła Hermiona.-Zdrówko!
Po kilku kolejkach panna Wiem-To-Wszystko-Granger
słaniała się na nogach.
-Maalffoyyy, coo tyy mii zrobiliśś.-spojrzała na
przyjaciela, śmiejącego się z jej opłakanego stanu.
-Ja? Nic ci nie zrobiłem.-uśmiechnął się
podchodząc i pomagając utrzymać się na nogach przyjaciółce.
Spojrzał w jej oczy z rozbawieniem i
przypomniał sobie rozmowę z Zabinim
-Stary, nie wiem, co mam Ci powiedzieć, może
poszukaj czegoś, co może wyjaśnić jej dziwne zachowanie, albo
viritaserum...-powiedział cedząc powolutku ostatnie słowo i uśmiechając się jak
naj perfidnej potrafił.
-Żartujesz sobie, przecież ona jak się dowie
to mnie zamorduje.-powiedział dziwiąc się słowom przyjaciela.-Ale z drugiej
strony... Masz rację, to jedyne wyjście. Ale czekaj może najpierw spróbuję na
swój urok się czegoś dowiedzieć, przecież trochę ją znam.-dodał z uśmiechem dopijając
swoją szklankę i wstając.-To, cześć!
Otrząsnął się, kiedy Gryfonka, zaczynała
wymiotować.
-Cholera, Granger.-krzyknął, biorąc brunetkę na
ręce i niosąc ją do łazienki. Przytrzymał jej włosy, kiedy ta upajała się
zapachem swoich wymiocin.
-Hermiona, mam pytanie... Kochasz mnie?-zapytał
na jednym wdechu.
-Oczywiście, smoczku.-wyszeptała upita kobieta i
zasnęła z głową w sedesie. Malfoy uśmiechnął się, wziął ją ponownie na ręce i
zaniósł do jej łóżka. Ostrożnie przykrył ją kołdrą i ucałował w czoło. Kiedy
miał już odchodzić, złapała go za nadgarstek i nie chciała puścić. Cóż miał
zrobić? Ułożył się obok niej i położył rękę na jej talii, nie protestowała, a
serce Dracona eksplodowało. Był przeszczęśliwy, mimo iż kobieta była pijana
jednak on cieszył się jej obecnością. Już po chwili spał w najlepsze śniąc o
kasztanowłosej śpiącej tuż obok niego.
Czytasz=Komentujesz