piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 3-Między Mionką, a Draconem...


W jej oczach zobaczył emocje, której sam w nienawidził i starał się ją z siebie wyrzucić. W jej czekoladowych oczach zobaczył strach. Bała się jego? Ale dlaczego? Był dla niej potworem? Sam nie wiedział. Nie mógł, zagryzł wargę, wstał gwałtownie za kanapy i wyszedł, zostawiając byłą Gryfonkę w osłupieniu.

Sam nie wiedział, dlaczego to zrobił, ale był pewien, że nie chciał jej wystraszyć, zranić? Kolejne pytanie, które szeptała jego podświadomość, a na które ona nie umiał odpowiedzieć. Bez słowa wszedł do swoich komnat. Opadł bezradnie na łóżko, patrząc się w baldachim, jakby był wyjątkowo ciekawym przedmiotem.

Dlaczego? Dlaczego on wyszedł? Wystarczyłby jeden, chodźby najmniejszy gest z jego strony, jedno słowo, choć jeden nieznaczący pocałunek dałby jej szczęście, nikłą nadzieję, że jej wybaczył. A tu nic. Kobieto ogarnij się, nasz chłopaka, a on nie chciał rozwalać twojego związku.-mówiło jej sumienie, jednak ona, uparta Gryfonka, chciała dowiedzieć się, czemu wyszedł. Jednak nie dziś, ponieważ nim się zorientowała zmorzył ją sen. Sen, który będzie pamiętała długo. Główną rolę odgrywał w nim, nie tak jak chciała, Ron. Widziała siebie szczęśliwą, ale tak naprawdę. Gdzieś głęboko chciała, aby,  naprawdę tak to wyglądało. Tymczasem Malfoy nie mógł siedzieć bezczynnie. Nigdy nie lubił nie rozwiązywalnych zagadek,  a Granger właśnie taką dla niego była. Postanowił wyrzucić ją ze swojej głowy, albo chociaż odsunąć na boczny tor. Goniony wyrzutami sumienie, które zaczęły się jak spojrzał w jej oczy, musiał się komuś wyżalić. Od razu przyszedł mu na myśl jago serdeczny przyjaciel Blaise Zabini, nigdy nie mieli przed sobą tajemnic i potrafili razem coś wyśnić w razie kłopotów. Szybko naskrobał na karteczce wiadomość i wypuścił z klatki jego osobistą sowę, aby ta zaniosła prośbę o spotkanie do jego przyjaciela. Chciał się z nim spotkać następnego dnia ,,Pod Trzema Miotłami", o 16.00. Nim się spostrzegł dostał twierdzącą odpowiedź od przyjaciela. Będzie musiał z nim porozmawiać.

***

-Amy!-zawołał za dziewczyną Tom, która na dźwięk swojego imienia odwróciła się i uśmiechnęła do kolegi.-Mam prośbę... Pomogłabyś mi z zielarstwa? Wiem, że jesteś z tego bardzo dobra i pomyślałem...-powiedział patrząc z wyczekiwaniem na dziewczynę.

-Jasne, nie ma sprawy. Tylko musisz mi powiedzieć, z czym sobie nie radzisz i jakoś temu zaradzimy.-uśmiechnęła się.-To może jutro o 11? Będzie spokojnie, bo wszyscy idą do miasteczka, a jak wiadomo my nie możemy.-wypowiadając ostatnie słowa troszkę się zasmuciła, ale zaraz wrócił jej dawny humor.-A w rewanżu mógłbyś mi pomóc napisać wypracowanie z zaklęć.

-W sumie, czemu nie. Sądzę, że to uczciwe, coś za coś.-odwzajemnił jej uśmiech brunet.-To do jutra.-pożegnał ją grzecznie i zbiegł do salonu, gdzie przyjaciele czekali na niego, nie zmieniając nawet miejsc. kiedy tylko usiadł w fotelu poczuł na sobie zniecierpliwiony i wyczekujący wzrok przyjaciół, przeszywający go, jego całe ciało. Nie chcąc dać przyjaciołom tego zadowolenia, usiadł wygodniej w fotelu zakładając ręce na oparcie, zamknął oczy. Wiedział, że koledzy nie będą w stanie mu odpuścić, jeśli im nie powie, co powiedziała Amy, ale on chciał to zostawić tylko dla siebie.

-I tak wam nic nie powiem, to moja sprawa. I nie nie wiem jak wejść to jej sypialni.-Powiedział ze spokojem, uprzedzając wszelkie pytania, po czym wstał i wyszedł z pokoju. Przyjaciele odprowadzili go wzrokiem.

-Czemu on nam to robi?- lamentował w najlepsze Zabini, szukając wytłumaczenia, u Nott'a

-Z tego, co opowiadał mi ojciec, Ron Weasley nie był ani sprytny, ani przebiegły. Jego mama raczej taż nie, więc ciekawe za kim ma te cechy?-już od początku główkował Nott.

Dean Nott nie jak by się mogło wydawać, nie był wcale kolejnym napuszonym arystokratą z wybujałym ego. Choć z pozoru był zimny i bezemocjonalny, zyskiwał przy bliższym poznaniu.  Okazywał się miły, mądry i naprawdę zabawny. Umiał dobrze kojarzyć fakty i wszystko i każdego rozkładał na czynniki pierwsze.Umiał bezbłędnie określić charakter danej osoby, bo bardzo pomagało mu w Slytherinie. W ich grupce to on był mózgiem grupy, za pomysły odpowiadał Tom, a Emed był od planu ,,b", to w sumie on zawsze komplikował wszystko, ale jakoś udawało im się tego wyplątach. Choć był już październik, oni załapali już kilka, no może kilkanaście szlabanów. A mogłoby być ich jeszcze więcej, ale nie było.  Nie mogąc rozgryźć charakteru Weasley'a wstał, zabrał swoje rzeczy i poszedł od dormitorium. W pokoju został Zabini, postanawiając przejść się po błoniach

-I tak nie mam nic do roboty.-mruknął jeszcze wychodząc. Choć było słonecznie, na błoniach było mało osób. Większość uczniów była w miasteczku, a młodsi siedzieli w Pokojach Wspólnych. Kiedy był w połowie drogi do starego dębu wpadł na jakąś pierwszoklasistkę z Gryffindoru. Nie widział jej na zajęciach, które prawie wszystkie mieli z Gryfonami. Miała strasznie długie karmazynowe włosy, spięte w koński ogon. Aż musiał przyznać, że była osobą rozpoznawalną, a on jej nie widział.

-Przepraszam, zagapiłam się.-powiedziała anielskim głosem, lustrując Zabiniego wzrokiem.

-Eee… Nie ma sprawy, też bujałem w obłokach.-uśmiechnął się.-Emed Zabini.-przedstawił się.

-Julia Zdanowicz.-odparła, a widząc minę nowego znajomego dodała.-Nie jestem z Anglii, przeprowadziłam się tu z Polski, to w Europie.

-Wiedziałem, że nie jesteś stąd, jesteś za ładna na Angielkę.-powiedział, widząc rumieniącą się dziewczynę.-Skoro na siebie wpadliśmy to może, miałabyś ochotę na spacer?-zapytał prosto z mostu.

-Jasne, czemu nie.-powiedziała uśmiechając się promiennie.

***

-Do cholery, Zabini gdzie cię wcieło.-mówił sam do siebie Tom, który już od godziny czekał na swojego przyjaciela w dormiotium, którego gdzieś wcięło.

Zdenerwowany podniósł ze swojego łóżka poduszkę i rzucił ją w stronę drzwi. Te niespodziewanie się otworzyły i wszedł przez nie Emed. Oczywiście niczego nie podejrzewając oberwał w głowę rzuconą wcześniej poduszką.

-Ej, co jest?-krzyknął patrząc głupio na przyjaciela.

-Przepraszam nie wiedziałem że wejdziesz. A w sumie gdzie ty do cholery byłeś?-zapytał siląc się na miły ton.

-Na spacerze.-warknął siadając na swoim łóżku i zdejmując buty.

-Z kim?-Tom od razu wyłapał lekko zawstydzony ton przyjaciela i patrzył na niego świdrującym wzorkiem.

-Nieważne.-warknął jeszcze i wszedł do łazienki.

-I tak się dowiem.-krzyknął za nim Tom, myśląc z kim Zabini mógł pójść na spacer.

Wiedział na pewno, że to była dziewczyna, bo Zabini tylko jeśli o nie chodzi był tajemniczy. Ze Slytherinu, nie bo do żadnej Zabini nie wzdychał. Z Gryffindoru, też raczej nie zważając na ich relacje, a z reszty domów nikogo nie znał. Przebrał się w piżamę i poszedł spać, pamiętając o jutrzejszym spotkaniu z May.

Sobotni dzień zaskoczył wszystkich piękną, słoneczną i stosunkowo ciepłą od rana pogodą. Drąco Malfoy szedł właśnie drogą do miasteczka, na spotkanie z Zabinim. Cieszył się, że pogada i popije z trochę niewidzianym kumplem. Musiał z nim pogadać, bo to już go przerastało. Minął grupkę, rozchichotanych uczennic, wracających do zamku. Przyspieszył kroku, kiedy zorientował się, że do umówionego spotkania zostało 10 minut. Kiedy minęła 16.00 wchodził do karczmy. Od chwili, kiedy przekroczył próg zauważył swojego czarnoskórego przyjaciela, siedzącego przy stoliku, pijąc Ognistą. Po chwili obaj raczyli się napojem.

-Przekażesz to Emed'owi?-zapytał podając przyjacielowi paczuszkę.-A teraz mów o czym chciałeś pogadać?

-Skąd, przypuszczenia, że chce o czymś gadać?-zapytał, głosem kompletnie wypranym z emocji, na co Zabini uśmiechnął się szeroko, ponieważ wiedział, że Dracon używał tego tonu tylko w poważnych sytuacjach. Spojrzał wyczekująco na Malfoy'a.-Nie nawidzę cię. Chodzi o Granger.-mruknął a widząc minę przyjaciela zaczął opowiadać.- Kiedy zobaczyłem ją na rozpoczęciu roku, a chwilę potem zobaczyłem, że ma syna z tym rudzielcem. Coś we mnie pękło. A wczoraj, zanim do ciebie napisałem, przeprosiła mnie, że wtedy uciekła i... ja chciałem ją pocałować, ale wtedy...zobaczyłem w jej oczach strach. Do cholery, czy ona się mnie boi? W sumie sam nie wiem co mnie opętało, przecież dalej nie zerwałem z Jane a już chcę się całować z Granger. Specu, co sądzisz?-rzucił z siebie Malfoy patrząc na reakcję przyjaciela.

W głowie czarnoskórego myśli mknęły jak szalone. Facet siedzący naprzeciw jego, był jego przyjacielem, ale obowiązywała go tajemnica lekarska. Hermiona poprosiła go o dyskrecję, ale z drugiej strony... Nie nie mógł mu powiedzieć. Kurde, czemu to takie trudne? Nie na widzę swojej zasranej pracy.

-Stary, nie wiem co mam Ci powiedzieć, może poszukaj czegoś, co może wyjaśnić jej dziwne zachowanie, albo viritaserum...-powiedział cedząc powolutku ostatnie słowo i uśmiechając się jak naj perfidnej potrafił.

-Żartujesz sobie, przecież ona jak się dowie to mnie zamorduje.-powiedział dziwiąc się słowom przyjaciela.-Ale z drugiej strony... Masz rację, to jedyne wyjście. Ale czekaj może najpierw spróbuję na swój urok się czegoś dowiedzieć, przecież trochę ją znam.-dodał z uśmiechem dopijając swoją szklankę i wstając.-To, cześć!

-Cześć...i powodzenia.-to drugie powiedział bardziej do siebie, pijąc kolejną porcję Ognistej, musiał odreagować, to dla niego za dużo.-Oj, za dużo! Dlaczego biedy Zabini, musi stać zawsze między młotem a kowadłem. Między w tym przypadku ziemią a niebem. Między Mionką a Draconem. Staraszne.-mruknął jeszcze do siebie kierując się w stronę wyjścia. Nie miał, co robić, więc postanowił teleportować się do Ministerstwa, musiał z kimś pogadać i nigdy nie sądził, że tym kimś będzie Potter.

***

Hermiona już od dobrej godziny nie wychodziła z pokoju. Musiała wypić eliksir Słodkiego Snu, aby po tych wszystkich przeżyciach zasnąć. Obudziła się następnego dnia bardzo wcześnie, a że była sobota, postanowiła odpocząć. Miała mętlik w głowie, jej myśli przelewały się przez jej głowę jakby był niej sztorm. Nie potrafiłaś się na niczym skupić, co nie pomagało w pracy nauczycielskiej. Kiedy sprawdzała jedną z ostatnich prac, do jej okna zapukała piękna, czarna sowa. Otworzyła okno, wpuszczając zwierzątko do środka. Sowa zakołowała kilka razy pod sufitem i usiadła na brzegu biurka. Hermiona podeszła, wzięła list odkładając go na łóżko, poczęstowała sówkę ciastkiem, a ta chwilę potem odleciała. Granger usiadła za łóżku rozrywając kopertę, przyniesionego listu. Nadawcą jak się okazało był jej chłopak, Ron. Chłopak chciał się z nią spotkać przyszłym tygodniu w miasteczku w barze pod Trzema Miotłami. Przeczytała list trzy razy, nim odpisała. Zgodziła się, ponieważ i tak nie miała nic innego do roboty. Chciała zapomnieć o wrześniu tego roku wymazać go z pamięci. Z jednej strony stał Ron, z którym rzekomo miała syn, a z drugiej facet, z którym naprawdę miała syna. Musiała porozmawiać z Ronem Nie denerwowała się przed przyszłotygodniowym spotkaniem. Kiedy skończyła rozmyślać nad Ronem, wróciła do swojej pracy. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi, w których chwilę potem ukazała się brązowa głowa, Toma.

-Co tam, kochanie?-zapytała kiedy oboje usiedli.

-Ogólnie wszystko OK, ale mam problem z tym... wypracowaniem na zaklęcia, z podstawowych zaklęć magicznym. Masz na ten temat jakieś książki?-zapytał, w sumie nie dla siebie tylko dla Amy.

-Jasne, w końcu uczę tego przedmiotu.-uśmiechnęła się, wstając do swojej biblioteczki. Po chwili podała chłopcu grubą książkę oprawioną w czerwoną skórę.

-Dzięki.-odparł na pożegnanie i pocałował mamę w policzek.

Hermiona jeszcze długo patrzyła na otwarte drzwi. Otwarte? Zza nich wystawała głowa a teraz już cała postać Dracona.

-Czego, chcesz?-zapytałam z jadem w glosie

-Może grzeczniej. Przyszedłem z pokojowym nastawieniem Granger.-odparł z ironicznym uśmieszkiem.

-Więc...

-Zostańmy przyjaciółmi. Nie chcę się kłócić.-wyrzucił z siebie, a jej serce eksplodowało.

Jednak przy nim musiała być twarda. Nie mogła mu pokazać, że jej zależy.

-Zgoda, p r z y j a c i e l u.-powiedziała zapraszając go gestem do środka.

-Gran...Hermiono mam prośbę.

-Tak?-zapytała, a słysząc swojej imię, uśmiechnęła się w duchu.

-Wytłumacz mi, czemu uciekłaś. Proszę.-powiedział, a ona w jego oczach dostrzegła ciepło, którego tak jej brakowało.

-Nie wiem czy to dobry pomysł. Może innym razem Malfoy, chcę żebyś mi wierzył, ale musimy na nowo się zaprzyjaźnić. Zgoda?-powiedziała, patrząc pierwszy raz świadomie w tym roku szkolnym w oczy. Tak jej tego brakowało.

-Zgoda, nie będę na ciebie naciskał. Rozumiem, mam przynajmniej taką nadzieję.-mruknął siląc się na uśmiech.

Odwzajemniła go, czując pod skórą jej serce, które szalało jakby miało wyskoczyć. Odprowadziła go do drzwi, porozmawiali jeszcze i została kwestia pożegnania. Po długiej chwili kontaktu wzrokowego, stanęła na palce i cmoknęła go krótko w policzek. Sama była zdziwiona swoim gestem, podobnie jak chłopak. Zarumieniła się, na co on parsknął śmiechem i spojrzał jej radośnie w oczy. Nie mógł bez niej długo wytrzymać, odgarnął kosmyk za ucho i...