środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 5 - Zaręczonywe zagrożenie.


-Czy jest ktoś, kto miałby zastrzeżenia, co do małżeństwa tej dwójki młodych ludzi?-zapytał minister, patrząc na wszystkich zebranych.

Nikt się nie odezwał. Jak zawsze tylko, czemu ta panna młoda się tak denerwuje i odwraca wzrok od swojego ukochanego? Ubrana w piękną białą, koronkową suknię wyglądała prześlicznie. Całości dopełniała fryzura. Śliczne, długie do pasa, proste włosy w kolorze kasztanów były ustrojone białym kwiatem. Rozległ się znów głos ministra.

-Czy ty Ronaldzie Billus'ie Wealsey'u bierzesz sobie za żonę tą oto Hermionę Jean Granger i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że jej nie opuścisz aż to śmierci?-zapytał chłopaka ubranego w garnitur.

-Tak, przyrzekam.-rozległ się niski, a wręcz grobowy ton pana młodego. Panna młoda zdobyła się na delikatny, ale jakby lekko sztuczny uśmiech. Podniosła głowę i skinęła nią lekko na ministra.

-Czy ty Hermiona Jean Granger, bierzesz sobie za męża tego oto Ronald'a Billus'a Weasley'a i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci?

Zamarła, nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Odwróciła głowę w stronę ławek. Widziała te pełne czułości spojrzenia swoich rodziców, państwa Weasly'ów. Widziała pokrzepiający uśmiech Harry'ego, kiedy przeniosła wzrok na jego ukochaną zobaczyła jej wyraz twarzy. Nie wyrażała ona radości ani smutku, ale Ginny wydawała się być zdenerwowana, jakby za czymś oczekiwała. Powróciła wzrokiem na Ron'a. Kochała go, ale jak brata to nie była ta wspaniała paraliżująca miłość tego była pewna.

-Hermiona, wszystko dobrze?-zapytał minister, widząc jej wahanie.

Kiedy miała odpowiedzieć drzwi Sali otworzyła się i stanął w nich...

Obudziła się zlana potem. Niby jej sen nie był straszny, ale wiedziała, że nie chce spędzić reszty swojego życia przy boku Wealsey'a , czy musiała mieć taki sen, aby to sobie uświadomić. Otworzyła oczy i to, co zobaczyła zmieszała ją. Obok niej spał jej p r z y j a c i e l Draco Malfoy. Co!? Jak to się stało? Czemu nic nie pamiętam? I do cholery, czemu on trzyma rękę na mojej talii? Nasza Panna-Wiem-To-Wszystko-Granger nie umiała znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Była zdruzgotana, urwał jej się film, ostatnim, co pamiętała było przyjście Malfoy'a z Ognistą. Upiła się, tego była pewna. Upiła się, ona Hermiona Granger, upiła się drugi raz w życiu. I to drugi raz z bezpośredniego powodu młodego Malfoy'a. Dotknęła jego twarzy, jakby sądziła, że jest tylko omamem sennym, jakąś marą. Ale nie był, dotknęła go i poczuła pod swoimi palcami ciepłą skórę arystokraty. Ostrożnie bacząc, aby go nie obudzić, chwyciła jego rękę leżącą na jej tali i delikatnie położyła ją na łóżku. Odkryła się i poczuła na sobie gęsią skórkę. W jej sypiali było naprawdę zimno. Za pomocą zaklęcia przywołała gruby, puchowy szlafrok w kolorze fiołkowym i podeszła do jedynego w tym pomieszczeniu okna. Było ogromne i widok z niego był według byłej Gryfonki, przepiękny. Jej ono wychodziło bezpośrednio na Zakazany Las i jezioro. Jezioro...Tyle wspomnień...Najpiękniejsze chwile za czasów jej hogwardzkiego życia odbywały się właśnie tam...Pierwsza randka, spacery przy blasku księżyca, pierwszy pocałunek, ale nie taki brutalny jak przy Ronie, ten pierwszy chciany pocałunek, niezwykła, wyjątkowy, delikatny. Uśmiechnęła się na te wspomnienia i odwróciła się od okna. Spojrzała na zegarem, który wskazywał godzinę 13:12. Leżący na łóżku blondyn spał przykryty po same uszy jej, ciepłą kołdrą. Wyglądał tak...niewinnie, tak pociągająco, tak cudownie. Nic się nie zmienił, od czasów, kiedy Draco i Hermiona byli "my". Podeszła do łóżka, przykryła go szczelniej kołdrą i ruszyła do łazienki. Po drodze z komody zabrała bieliznę, a z szafy strój na dziś. Była niedziela, więc nie miała żadnych zajęć, może oprócz obiadu ze swoim chłopakiem. Wczoraj miała się z nim spotkać, ale była niedyspozycyjna, przez kogo? Przez Malfoy'a.Bo, przez kogo innego, chciała umówić się z Ron'em, kiedy indziej, ale rudy nalegał na spotkanie w ten weekend. Otworzyła drzwi łazienki, odłożyła wybrane ubrania na półkę obok prysznica, zdjęła koszulę nocną i weszła pod prysznic. Odkręciła kurek z ciepłą wodą i namydliła ciało żelem o zapachu toffi. Strugi wody ocieplały jej ciało i spłukiwały mydliny. Po chwili wyszła spod prysznica i owinęła się swoim puszystym, zielonych ręcznikiem.

-Wyglądasz jak Ślizgonka.-usłyszała znajomy głos.

W drzwiach łazienki stał obudzony i ubrany już Dracon. Uśmiechnął się do przyjaciółki i zamknął z powrotem drzwi. Hermiona stała jak specyfikowana, póki nie dotarło do niej, że Smok stał przed momentem w drzwiach i ona była w samym ręczniku. Pokręciła głowę i wyszykowała się na spotkanie z Ronem. Na tą kolacją, a raczej późny obiad wybrała granatową, koronkową sukienkę z rękawem 3/4 i lekko rozkloszowanym dołem.

Pół godziny później było już na kolacji z chłopakiem. Zamówili po lampce wina, kiedy Wealsey położył swoją dłoń na jej dłoni.

-Hermiono, muszę cię o coś zapytać.-powiedział wstając od stołu.

Szatynka była przerażona. Była z rudzielcem już długo, ale nie planowała z nim ślubu, ani nawet zaręczyn. Nie planowała z nim nic. Tymczasem chłopak poprosił zgromadzonych w restauracji o ciszę i uklęknął na kolano. Z kieszeni marynarki wyjął małe, czerwone pudełeczko, w którym znajdował się pierścionek. Wykonany ze srebra z trzema malutkimi cyrkoniami.

-Hermiono Jean Granger, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?-zapytał patrząc na osłupioną kobietę.

W tej właśnie chwili do budynku wbiegła zdyszana postać. Zrzuciła kaptur, który chronił ją przed wiatrem, a oczom zgromadzonych ukazał się Malfoy. Podbiegł go stolika, przy którym klęczał Ron i wymachiwał przed Hermioną, jakimś papierem.

-Co ty odwalasz, Malfoy?-zdenerwował się Weasley.

-O! Wiedzę, że rodzina w komplecie.-spojrzał w stronę panny Granger.-Jak długo chciałaś mnie oszukiwać!? Ile jeszcze!? Rok, dwa a może w ogóle nie zamierzałaś mi o tym powiedzieć!?

-Hermionko, o co mu chodzi?-zapytał nicnierozumiejący Ron.

-Ron...ja ci to wyjaśnię, ale nie teraz, nie dzisiaj.-powiedziała zdenerwowanym głosem.

-Weprzlej, też powinien wiedzieć! Otóż przez ten cały czas wychowywałeś mojego syna!-krzyknął Malfoy, a wszystkie oczy skierowały się ku blondynowi.

-Co ty do cholery wygadujesz!?-Ron zerwał się z krzesła i stanął naprzeciw Malfoy'a.-Hermiono, to prawda?

Kobieta zerknęła na rzucone przed chwilą w jej stronę kartki papieru, wśród których widniał akt urodzenia jej synka. Ten prawdziwy, ten który ukryła w swoim gabinecie.

-Hermiono, powiedz coś!-spojrzała przepraszająco, na Ron'a i wyszeptała.-Przperaszam.-i wybiegła z restauracji.

Walcząc ze łzami, teleportowała się przed bramę Hogwartu, skąd następnie od razu pobiegła do swoich komnat. Rzuciła się na łóżko i dała upust kłębiącym się w niej uczuciom. Trzeba było od razu powiedzieć Draconowi. Teraz nie byłoby tej całej sytuacji. Wtedy właśnie przypomniała sobie, dlaczego do niego uciekła. Jego rodzice nie akceptowali ich związku, a ona nie chciała, aby został przy niej tylko ze względu na dziecko. Nie chciała go pozbawiać kontaktu z rodzicami, całego ich majątku. Byłaby dla niego tylko niepotrzebnym ciężarem. Ona i ich dziecko. Jednak teraz po raz kolejny uciekła, po raz kolejny. Jestem tchórzem.-pomyślała i otarła słone łzy. Bała się spojrzeć prawdzie w oczy, że dalej kocha tego nadętego arystokratę. Za każdym razem, kiedy patrzy na ich syna, widzi jego, mężczyznę, którego dalej kocha. Jak powinnam się jutro zachować? On mnie znienawdzi! Z głową pełną obaw, zasnęła wstrząśnięta dzisiejszym dniem.

---
Krótko bo krótko, ale jest!
Jesteśmy na przełomie opowiadania.
*Oleńka*

niedziela, 3 sierpnia 2014

Mini



Nowy rozdział już skończony, ale czeka na sprawdzenie. Tymczasem oddaje w wasze ręce miniaturkę. Nie jest to Dramione, tylko prawdziwa historia, może nie prawdopodobna, ale naprawdę prawdziwa. Tylko imiona są zmienione.

-*-

Ktoś kiedyś powiedział, że gimnazjum zmienia ludzi. Zmienia ich na gorsze, z trąca na margines społeczeństwa. A ja sądzę, że gimnazjum to nowy rozdział. Nowi ludzie, nowi przyjaciele, nowe miłości oraz nowe problemy. Ta historia opowiada tą piękniejszą wersję gimnazjów. Opowiada o przywiązaniu.. A zaczęła się nieprawdopodobnie, od zwykłej umowy.

-Czyli chcesz, abym chodził z tobą przez dwa tygodnie, aby Martyna się od ciebie odczepiła? A nie łatwiej jej powiedzieć, że jej nie lubisz?-zapytał brunet o niebieskich oczach, do siedzącej na ławce, obok niego dziewczyny.

-Próbuje jej to powiedzieć od trzech lat. Jesteś moją ostatnią deską ratunku. A i ty chyba chciałeś, aby dała ci spokój.-stwierdziła szatynka patrząc mu w oczy.-Zgoda?-zapytała wyciągając rękę.

-Zgoda. Dwa tygodnie i koniec.-uścisnął jej małą dłoń i uśmiechnął się.

Od następnego dnia byli już oficjalnie parą. Nikt, kto nie był wtajemniczony w ich umowę, nie powiedziałby, że grają. A trzeba im było przyznać, że aktorami byli znakomitymi. Dopięli swego już po tygodniu. Martyna nie rozmawiała z dziewczyną, a na chłopaka nie zwracała uwagi. Minęły dwa tygodnie, nadszedł ich koniec. Na ostatniej lekcji dostała od niego wiadomość, że chciałby się spotkać po lekcji, za szkolą. Zgodziła się, chociaż przez te dwa tygodnie zaufała mu wiedziała, że to koniec. Zaczęła coś do niego czuć i nie wyobrażała sobie, że następnego dnia przyjdzie do szkoły i nie usłyszy jego głosu, że nie poczuje jego perfumów, że nie popatrzy w jego granatowe oczy. Ze smutkiem wyszła z klasy, kiedy zabrzmiał dzwonek. Poczekała do końca przerwy i ruszyła w umówione miejsce. Już na nią czekał, z rozczochranymi włosami i nierozłącznym uśmiechem. Podeszła do niego i na przywitanie pocałowała go w policzek.

-Czyli dzisiaj koniec?-zapytała, patrząc się na swoje buty.

-Taa...-mruknął pod nosem i również spuścił wzrok.-Chcesz tego?-zapytał.

-A czy to ważne, czego chce?-zapytała spoglądając na niego swoimi brązowymi oczami.

-Dla mnie bardzo, ponieważ....-spojrzał w niebo szukając odpowiednich słów.-Przez te dwa tygodnie...zrozumiałem, jaka naprawdę jesteś. Na początku pomyślałem, że jesteś jedną z tych dziewczyn, które zmieniają chłopaków jak rękawiczki, jednak teraz wiem, że to nieprawda. Wiem, że jesteś naprawdę wartościową osobą z ciężkim charakterem, ale chyba się już do niego przyzwyczaiłem. Nie wyobrażam sobie jutrzejszego dnia, bez twojego uśmiechu, bez twoich oczu, bez ciebie. Sam się sobie dziwię, że to powiem, ale zaczęło mi na tobie zależeć, zacząłem coś do ciebie czuć.-skończył, a z jej oczu leciały łzy.-Jeśli zrobiłem coś nie tak to powiedz. Jeśli powiesz, że ma odejść, odejdę, tylko nie płacz.-mówił patrząc na nią czułym spojrzeniem.
Czuła dokładnie to co on. Nie mogła w to uwierzyć, nie umiała znaleźć słów. Nie chciała, aby odchodził, więc przytuliła go i pocałowała delikatnie. Teraz mieli być razem, ale już naprawdę.
-*-

Dziękuję Ci, że jesteś ze mną już 7 miesięcy. Kocham Cię Mati <333