niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 2-Akt urodzenia

Hej! Wczoraj wstawiłam 1 rozdziała już dziś wstawiam drugi. Widocznie kaletctwo, służy mojej wenie :). A więc tak, dzisiejszy rozdział to pierwsza część.
*Oleńka*
***
Stalowooki stał jak zahipnotyzowany wpatrując się w nauczycielkę zaklęć. Pierwszy raz świadomie pomyślał co by było gdyby ją znalazł, gdyby byli razem. Czy teraz na miejscu jej syna, było ich wspólne dziecko. Nie mógł znaleźć w sobie odpowiedzi.
-Tom to mój?-zapytał pochodząc bliżej niej, tak, że się zarumieniła. Tak jak zawsze.
Nie mógł się nie uśmiechnąć, zawsze rumieniła się gdy był blisko niej. Pamiętał dobrze, jaką radość mu to sprawiało gdy byli razem. Przełknął głośno ślinę, że Weasley mógłby działać na nią podobnie. Nie to wykluczone. Wtedy zdał sobie sprawę, że on musiał sypiać z jego Granger. W sumie nie była jego, ale nie umiał sobie tego wyobrazić. Nie mógł wyobrazić sobie Granger z kimś innych niż on sam.
-Tom to twój uczeń i nie musisz przychodzić do mnie po każdej jego lekcji, aby mi zdawać raport z tego co robi.-powiedziała twardo patrząc mu w oczy. ,,Nie umiesz kłamać" stwierdził głosik w jej głowie.
-Rozumiem, miałem jednak nadzieję, że to cię interesuje Granger.-powiedział odwracając się na pięcie i wychodząc.
Musiał odreagować, wstąpił do swojego pokoju po Ognistą i udał się na błonia. Szedł szybko nie zwracając uwagi na nikogo. Usiadł na skaju Zakazanego Lasu i wyciągnął z kieszeni pomniejszoną butelkę Ognistej.
-Cholerna Granger. Ja chce. dobrze a on mi o nie wiadomo czym.-mówił sam do siebie popijając trunek i przeklinają swój los.
Tymczasem była Gryfonka stała w sali zaklęć tak samo zanim on stamtąd wyszedł. Tylko jedno się zmieniło. Zamiast twardego spojrzenia i odwagi, w jej oczach panował smutek, a do oczu napływały łzy.
-Czy ty Merlinie, musisz wszystko komplikować.-wykrzyczała, wznosząc twarz ku górze.
Nie mogła sobie poradzić z tym co się wydarzyło w ciągu 2 dni. W tym czasie, legł w gruzach obraz jej miłości do Rona. Przez te 11 lat oszukiwała samą siebie, robiła to dla Toma. Za każdym razem ten sam argument. Tom. Wspięła się do swojego mieszkanka, podeszła do prywatnej biblioteczki i wzięła swoją ukochaną książkę ,,Romeo i Julia" przywiozła ją ze sobą od rodziców. Otworzyła na zakładce i zaczęła czytać. Tylko ta książka pozwalała zapomnieć jej o problemach, pozwalała pomyśleć o sobie i po prostu zapomnieć się. Nagle jej czytanie, a raczej rozmyślanie przerwała sowa, pukająca do okna. Piękna czarna sowa. Odłożyła książkę na stolik i podeszła do okna. Sowa wleciała i usiadła na stoliczku, czekając aż Hermiona odczepi od jej nóżki list. Zrobiła to czym prędzej i wypuściła sowę. Opadła na łóżko ze stertą poduszek, gdy usłyszała pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedział prostując się.
-Cześć, mamo. Mogę?-w drzwiach ukazała się głowa jej synka.
-Oczywiście, wejdź i mów co cię do mnie kochanie sprowadza. Bo na pewno nie chęć odwiedzenia mamy.-roześmiała się.
-A właśnie, że przeszedłem cię odwiedzić i... o coś zapytać-powiedział Tom siadając przy maminym biurku
-Tak?-zapytała z uśmiechem jego matka
-Chodzi o, właściwie zastanawiałem się czy to prawda, że dziewczyny nie mogą wejść do domrmitorów chłopców.-zapytał Tom patrząc z wyczekiwaniem na Mionę , na co tak tylko wybuchła śmiechem
-Wszystko pokręciłeś-powiedziała wstając i podchodząc do biblioteczki.-Chłopcy nie mogą wchodzić do sypialni dziewcząt, a dziewczęta do chłopców mogą, jeśli będziesz miał jeszcze jakieś wątpliwości, to tu znajdziesz odpowiedź-powiedziała podając mu książkę pt.,,Historia Hogwartu"
-Dzięki mamuś-powiedział Tom przytulając mamę i odchodząc w stroną drzwi.
Jeszcze długo jak wyszedł uśmiech nie mógł zejść z twarzy nauczycielki zaklęć. To Tom był jej oczkiem w głowie, jej szczęściem i powodem do życia. Kiedy wreszcie przystała o tym myśleć, przypomniała sobie o liście. Wzięła go do ręki i otworzyła. Usiadła na kanapie i zaczęła czytać, z każdym zdaniem coraz bardziej się uśmiechając. Był to wyczekiwany prze nią oryginał aktu urodzenia Toma, gdzie widniało jego prawdziwe nazwisko i dane jego prawdziwego ojca. Teraz nim się już tego nie dowie. Odłożyła list do szafki stojącej przy jej biurku, aby nikt go nie znalazł. Sama podeszła do wielkiego globusa i wyciągnęła z niego piwo kremowe. Wróciła na kanapę i zaczęła czytać popijając piwo, do kiedy nie zmorzył jej twardy sen.
***
-Ale wy jesteście głupi-parsknął Tom, siadając przy jednym ze stołów w Pokoju Wspólnym Ślizgonów.Jego przyjaciele spojrzeli na niego ze zdziwieniem i parsknęli śmiechem kiedy na stole zawitała ,,Historia Hogwartu".
-Czyli nic ci nie powiedziała?-zapytał Emed Zabini
-Powiedziała tylko, że chłopacy nie mogą wejść do dziewczyn. Ale wyczytałem, że mogą to zrobić gdy mają czyste intencje.-powiedział patrząc na Emeda, Weasley.
-Czyli lipa?-wtrącił do rozmowy Nott , na co pozostała dwójka pokiwała twierdząco głowami.
***
Było już ciemno, kiedy Draco Malfoy postanowił wrócić do zamku. Opróżnił butelkę Ognistej , ale się nie upił. Postanowił pójść porozmawiać z Granger. Udał się więc do jej sali, a stamtąd do jej mieszkania. Niestety Hermiona już spała, na kanapie i z butelką piwa kremowego w ręce. Uśmiechnął się na ten widok i podszedł do dziewczyny. Ostrożnie wyciągnął jej z ręki książkę i potem butelkę, odstawiając obie rzeczy na stolik. Wziął ją na ręce i zaniósł na łóżko. Za pomocą zaklęcia przebrał ją w pidżamę i przykrył kołdrą. Wglądała słodko, kiedy spała, pomyślał. Pocałował ją w czoło i kiedy chciał wyjść prawie przewrócił się o szafkę stojącą koło łóżka dziewczyny. Drzwiczki otworzyły się i wyleciała z nich jakaś kartka. Nie namyślając się długo, podniósł ją i wsadził do marynarki. Gdy stawiał na swoje miejsce szafkę, drzwi od pokoju, otworzyła się i stanął w nich syn Granger.
-Co pan to robi?-zapytał chłopak i o dziwo Draco z jego oczu nie mógł nic wyczytać. Dostrzegł tylko obojętność. Musiał mu coś odpowiedzieć
-Przyszedłem oddać książkę twojej mamie, ale spała, więc sam ją  odłożyłem.-wymyślił na poczekaniu, kierując wzrok na chłopca.
-Aha. Ja też chciałem oddać mamie książkę, ale może dam jej ją jutro-powiedział Tom, nie wierząc ze bardzo blondynowi.-Do widzenia-mruknął i już go nie było
-Do widzenia-odpowiedział Draco i zanim wyszedł rzucił ostatnie spojrzenie Hermionie, której twarz zasłaniały włosy.
Udał się do siebie. Wziął głęboką kąpiel i poszedł spać. Zapomniał jednak o dokumencie, leżącym spokojnie w kieszeni jego marynarki. Nie wiedział, że ten dokument przewróci jego życie do góry nogami.
**** CZYTASZ=KOMENTUJESZ****

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 1- Spotkanie po latach...

1 września 2012, Hogwart

Do Wielkiej Sali weszli pierwszoklasiści. Można było dostrzec, że maluchy są przerażone. No prawie wszystkie. Na twarzy wysokiego, brązowowłosego chłopca malował się spokój. Rozejrzał się po Sali i pomachał nauczycielce zaklęć siedzącej przy Stole Nauczycielskim. Kobieta odwzajemniła gest i wdała się w dyskusję z facetem siedzącym obok.
-Witam was moi mili, na uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart.-powiedziała dyrektor szkoły Minerva McGonnagall. Rozległa się oklaski. Lecz kobieta uciszyła je kiwnięciem dłońmi.-Zanim zaczniemy Ceremonię Przydziału mam zaszczyt powitać dwójkę naszych nowych nauczycieli. Jak pewnie wiecie profesor Filtwick postanowił przejść na zasłużoną emeryturę, a  jego miejsce zastąpi Hermiona Granger.
Wymieniona wstała uśmiechając się do uczniów. Kiedy usiadła poczuła na sobie czyjś wzrok. Przejechała wzrokiem po Stole Nauczycielskim i zamarła. Obok nauczyciela eliksirów siedział...
-A nowym nauczycielem i sędzią Quidditcha w tym roku będzie Dracon Malfoy.-powiedziała dyrektorka i klasnęła w dłonie.-Ceremoinię Przydziału czas zacząć!
Hermiona nie mogła uwierzyć w słowa dyrektorki. Nie widzieli się przez 11 lat a teraz jak gdyby nigdy nic mają razem pracować? Nie potrafiła ukryć zdziwienia, i złości na siebie, za to że nie zapytała kto będzie drugim nowym nauczycielem. Gdyby wiedziała, że to będzie on, wżyciu by się nie zgodziła. Z drugiej strony bała się, że on będzie chciał wyjaśnia czemu zniknęła. Podniosła głowę akurat gdy miał być przydzielany jej syn.
-Weasley, Tom- powiedział dyrektorka zakładając chłopakowi na głowę Tiarę Przyjdziału.
Czy ona powiedziała Weasley? Przecież ten chłopak to istna kopia Hermiony, znaczy Granger. Czyli to ona rzuciła mnie dla niego. Dracon był wściekły. Przez te wszystkie lata próbował sobie wytłumaczyć czemu odeszła. Dlaczego? Nie mógł sobie z tym poradzić, dalej choć się tego wypierał kochał ją. A ona widocznie przestała go kochać skoro ma dziecko z Rudym. Nie mógł tego znieść, gdy spostrzegł przyglądające się mu czekoladowe oczy. Wtedy zdał sobie sprawę, że żadna dziewczyna z którą był w związu prze te 11 lat nie dała mu tyle szczęścia ile 2 lata z Granger. Jego rozmyślania przerwał głos Tiary.
-Kolejny Weasley i to nie rudy. Mama była w Gryffindorze a i ojciec, jednak ty tam nie pasujesz. Hm... Cóż myślę, że najlepiej Ci będzie w Slytherinie.-powiedziała Tiara.
Hermiona nie mogła w to uwierzyć, jej syn trafił do Ślizgonów. Dlaczego? Dlaczego tam a nie gdzie indziej. Nie mogła tego przeżyć i nieświadomie cały czas patrzyła się na Malfoya. On też na nią spojrzał, a w jego stalowoszarych oczach widziała smutek i coś na kształt zdziwienia. Nie wytrzymała spuściła twarz, aby ukryć ją pod włosami.
Nim się spostrzegł było już do uczcie. Właśnie miał wstawać gdy usłyszał głos dyrektorki
-Pana Malfoy'a i pannę Granger poproszę do siebie do gabinetu.-powiedziała a on czuł się jak wtedy kiedy on był uczniem.Ciekawe czy ona też się tak czuła?-pomyślał ruszając za dyrektorką.
Ona szła za nim i nie mogła od niego oderwać wzroku. Nie zmienił się, no może ma teraz trochę miej włosów, ale kolor oczu i to spojrzenie pozostało takie same. Tylko, czemu ona o nim myśli, od tych długich 11 lat kiedy udawała, że kocha Rona. Nie, nie udawała ona naprawdę go kocha. Zapomniała o Droconie na te 11 lat, tak sądziła jednak on cały czas był w jej głowie i kiedy go ujrzała, wszystkie wspomnienia wróciły...
-Panno Granger, zapraszam...-usłyszała głos Minerva i posłusznie weszła do gabinetu, siadają na fotelu naprzeciw biurka.
Chwilę po niej do gabinetu weszła Minerva a po niej Malfoy, zamykając drzwi i siadając koło Hermiony. Nie mogła na niego spojrzeć aby nie dostrzegł jej uczuć. Pamiętała, że umiał czytać z jej oczu jak z  otwartej księgi. Ale ona w skupieni patrzyła na dyrektorkę nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.
-Jak pewnie już wiecie, będziecie mieli pokoje przy swoich salach. Pani, panno Granger, wie gdzie to jest, prawda?-zapytała a Hermiona tylko pokiwała twierdząco głową.-Natomiast mieszkanko pana Malfoy znajduje się naprzeciw sali od zaklęć. To chyba na tyle, więc dobranoc.
-Dobranoc-odrzekli i wyszli.
Hermiona od razu poszła do swojej sypialni, nim Draco zdążył z nią porozmawiać.
Jej mieszkanie okazało się salonikiem z dużym kominkiem, sypialnią, łazienką oraz gabinetem tuż przy wejściu. Całość było w pięknych beżowych kolorach co akurat pasowało kobiecie. Postanowiła wziąć prysznic i pójść spać, bo sądziła, że ten rok będzie na pewno pełen wrażeń. Przed snem pomyślała jeszcze o swoim synu i o Ronie. Nim się zorientowała spała już twardym snem.
Tymczasem po drugiej stronie korytarza blondyn, próbował rozgryść gdzie schować Ognistą. Wymyślił, że schowa ją pod łóżkiem, ale zanim  to zrobi napije się. Nurtowało go jedno pytanie, a dokładniej czy dobrze widział, w oczach Granger, smutek czy mu się wydawało. I dlaczego ona zostawił go dla tego idioty Wieprzeleja.
***
Pierwsze promienie słońca obudziły śpiącą czekoladowooką kobietę. Chwilę potem była już gotowa na śniadanie do którego miała jeszcze dobrą godzinę. Na pierwszy dzień szkoły i swojej pracy wybrała kremową, prostą sukienkę do kola i czarną marynarkę, do tego botki na słupku. Włosy spięła w koński ogon i lekko się umalowała. Wyszła ze swojego mieszkanka, aby położyć chronologicznie książki dla klas z którymi miała dziś lekcje. Kiedy skończyła do śniadania miała tylko 15 minut. Postanowiła spokojnym krokiem iść do Wielkiej Sali. Na śniadaniu było już sporo uczniów, co zdziwiło kobietę bo za jej czasów, wszyscy jedli na ostatnią chwilę. Przed wejściem złapała jeszcze Tomi'ego z nowymi przyjaciółmi.
-Dzień dobry-powiedzieli i szybko się ulotnili
-Co tam Tom? Widzę, że masz nowych kolegów.-zapytała patrząc z troską na syna.
-Tak, to Dean Nott , bo Emeda już przecież znasz.-odpowiedział i pożegnał mamę.
Rzeczywiście, Emed Zabini był jej znajomy przede wszystkim dlatego, że przyjaźniła się z jego ojcem. Czyli on też trafił do Slytherinu.-myślała zmierzając do Stołu Nauczycielskiego. Nie była bardzo głodna, dlatego zjadła trochę sałatki i popijała powoli sok dyniowy, gdy do Wielkiej Sali wbiegł, jak zwykle na ostatnią chwilę Draco Malfoy.Biegiem usiadł przy stole, kiedy to zrobił ona wstała. Szybkim krokiem dotarła do drzwi i poszła w stronę swojej sali. Pierwszą lekcję miała z klasą 5. Usiadła przy biurku i opracowała temat na pierwszą jej lekcje.
Przez jego małego kaca, prawie spóźnił się na śniadanie. Wbiegł zdyszany do Wielkiej Sali i  pognał do Stołu Nauczycielskiego. Kiedy miał zamiar usiąść, zauważył, że Granger wstała i zamierza wyjść.
O, nie. Mi nie uciekniesz-pomyślał, i w biegu wziął kilka tostów i ruszył za kasztanowłosą. Musiała być już w sali, dlatego bez pukania otworzył drzwi i wszedł do środka. Nie pomylił się, była tam i będzie musiała z nim porozmawiać.
-Hermiono, możemy porozmawiać-powiedział podchodząc do jej biurka i patrząc w jej czekoladowe oczy.
-A mamy o czym? Bo mi się wydaje, że nie Malfoy.-powiedziała, również patrząc mu w oczy.
O i mam cię kochanie.-pomyślał, od zawsze umiał czytać z jej oczy. To właśnie ona odzwierciedlały prawdziwe uczucia dziewczyny, teraz już kobiety. Widział, że nie łatwo przychodzi jej wymawianie jego nazwiska, ale musiał się powstrzymywać, aby jej nie pocałować.
-Mamy, a właściwie to ty masz mi dużo do wytłumaczenia.-mruknął, nie spuszczając z niej wzroku.
-Naprawdę?-powiedziała z powątpiewaniem, lecz gdy usłyszała dzwonek dodała-Może innym razem Draco, teraz mam lekcje.-powiedział wyrzucając go z sali i wpuszczając uczniów.
Jak ja nienawidzę jej punktualności. Dorwę ją wieczorem i się nie wyminie...-mówił sam do siebie zmierzając ku boisku, gdzie miał uczyć pierwszaków z Domu Węża latać.
-To będzie długi rok.-mruknął widząc co te dzieciaki robią z miotłami.
Kiedy stanął prze nimi zapadła grobowa cisza. To mu się podobało.
-Dobra. Jestem profesor Malfoy i będę was uczył latać. Poczekajcie na mnie chwilę, pójdę tylko po swoją miotłę. Żadnego latania.-dodał widząc, że pewien młodzik już woła miotłę. Z drugiej strony, był ciekawy kto to, bo dobrze mu szło. Wrócił do uczniów, chwilę potem i zaczął lekcje.
-Kiedy chcecie aby miotła wskoczyła do waszych rąk mówicie ,,do mnie". Do mnie. Teraz wy.
Malfoy chodził pokazując Ślizgonom jak to robić, poprawiając lub w niewielu przypadkach chwaląc. Jego uwagę przykuł chłopak, który za pierwszym razem przywołał miotłę do siebie.
-Brawo! Udało Ci się za pierwszym razem. Jak się nazywasz?-powiedział do bruneta.
-Nazywam się Tom Weasley.-powiedział chłopak
-Aha. Brawo!-dodał nieco ciszej i odszedł.
Tan chłopak ma takie same oczy jak on. Jego matka ma czekoladowe, a Rudzielec, nieważne. Na pewno nie ma stalowoszarych tak jak on. Ciekawe, chłopak ma talent do latania. Hermiona się tego boi, a talent Rudego nie można nazwać talentem. Myślał nad tym prawie całą lekcje.
-Dobra, na dziś kończmy-powiedział-A ja porozmawiam z Hermioną-dodał do siebie. i pognał pod salę zaklęć.
Poczekał, aż uczniowie opuszczą salę. Miał 10 minut, musiał zdążyć.
-Granger, poczekaj!-powiedział widząc, że nauczycielka chce iść do siebie.
-Czego, chcesz?-warknęła , przystając.
-Porozmawiał o twoim synu, twoim i Weasle'ya-powiedział, ale nie chciało mu to przejść przez gardło
To twój syn, debilu.Tylko, że o tym nie wiesz.-myślała gorączkowo Miona, nie patrząc Smokowi w oczy aby się nie zdradzić.
-Co, z nim?-zapytał, podnosząc wzrok.
-Ma talent do latania, muszę to przyznać, choć niechętnie.-powiedział zdobywając się na uśmiech.-To ja, już pójdę-odwrócił się i odszedł w stronę wyjścia.
Odwzajemniła jego uśmiech.
Draco, ja muszę ci coś powiedzieć...-powiedziała cicho, ale na tyle by ją usłyszał. Odwrócił się i spojrzał jej w oczy.
-Tak?-zapytał, podchodząc bliżej niej.
-Tom to...

Prolog-Zapomnij o mnie, proszę...

Cześć i czołem, więc od początku. Skasowałam blog.pl i założyłam jak mi poradzono bloggera. A oto przed wami prolog mojej historii. Przeczytajcie i skomentujcie
*Oleńka*
***

24 września 2000, Londyn, Szpital św.Munga

Do recepcji wchodzi kobieta z długimi, kasztanowymi włosami ubrana w czarne szpilki i beżowy płaszczyk.
-Dzień dobry, Hermiona Granger byłam umówiona z Blei.. z doktorem Zabinim.-mówi uśmiechając się do recepcjonistki
-Oczywiście. Drugie drzwi na prawo-opowiada recepcjonista, wracając do czytania gazety.
-Dziękuję-mruczy Hermiona i odchodzi w stronę wspomnianych drzwi.
Kiedy wreszcie je znalazła puka i po chwili słyszy wyraźne PROSZE. Uchyla drzwi i wchodzi do przestronnego gabinetu, rozglądają się wokół. Wszystko jest tu białe, oczywiście oprócz czarnoskórego lekarza, wstającego właśnie od biurka.
-Miona, kochania. Jak dobrze, że jesteś. Mam wyniki twoich badań. Usiądź-mówi wskazują krzesło naprzeciw biurka.
-Nie, dzięki. Trochę mi się spieszy. Więc mów co mi jest. Proszę.-uśmiecha się do Bleisa nakłaniając go aby zaczął mówić.
-No dobrze. Nie będę owijał w bawełnę-mówi siadając na biurko i wpatrując się w dziewczynę swojego przyjaciela.-Krótko mówiąc. Będziesz musiał pożegnać się na jakiś czas ze szpileczkami i GRATULUJE!-mówi patrząc na zdziwioną Granger
-Zabini, o czym ty do cholery, gadasz?-pyta zniecierpliwiona kobieta.
-Po pierwsze kochana, nie gadam tylko mówię, a do drugie jesteś w ciąży. To się Smoczek ucieszy-mówi nieświadomy co przeżywa dziewczyna.
-W ciiiążży?-mówi nie wierząc w to co usłyszała, i modląc się w duchu aby to był głupi żart Zabiniego, ten jednak jest nad wyraz poważny.-Bleise, mam prośbę… nie mów nic Draconowi.-powiedziała ze łzami w oczach.
-Wiesz, to twoja decyzja ale nie chcesz, żęby wiedział, że będzie ojcem?-zapytał, ale widząc minę dziewczyny dodał-Obowiązuje mnie tajemnica lekarska-uśmiechnął się do niej blado, w duchu jednak klnąc na swój los.
-Dzięki. To…cześć-powiedział wychodząc z gabinetu. To nie możliwe, dlaczego? Nie, on nie może się dowiedzieć. Nie chce, żeby został ze mną tylko ze względu na dziecko-myślała teleportując się do ich mieszkania.
Było mieszkanie na ostatnim piętrze wieżowca w centrum Londynu. Weszła do mieszkania, zostawiając klucze w drzwiach. Weszła do sypialni w barwach czerwieni i ostatni raz popatrzyła na ten pokój. Wyciągnęła walizkę, spakowała się za pomocą zaklęcia i zamknęła drzwi na klucz.
***
Draco Malfoy wchodził właśnie do jego mieszkania, które dzielił z kobietą jego życia Hermioną Granger. Musiał dziś zostać dłużej w Ministerstwie i nim się zorientował wybiła 21. Pomyślał, że Hermiona pewnie już śpi, więc poszedł wziąć prysznic i wszedł do sypialni. Czuł, że coś jest nie tak. Odkrył kołdrę w celu pocałowania ukochanej ale jej tam nie było. Zauważył kątem oka kartkę leżącą na biurku. Kiedy to przeczytał nie mógł w to uwierzyć. Na kartce widniało kilka słów:

Kochany Droconie!

Przepraszam, ale to koniec. Zapomnij o mnie, proszę…

Hermiona Granger.

Czytał liścik piąty raz i dalej nie mógł w to uwierzyć. Z bezsilności wziął ich wspólne zdjęcie i roztrzaskał je o podłogę. Jego świat stracił sens. Nie mając pojęcia co robić wziął butelkę Ognistej i zatopił smutek w alkoholu. Następnego dnia przyszedł do niego jego przyjaciel Zabini. Wszedł do mieszkania, otwierając zamek swoim kluczem i przeraził się tym co zobaczył. Malfoy spał z butelką Ognistej w dłoni a wokół niego leżały kawałki szkła. W drugiej ręce trzymał liścik. Nie zastanawiając się chwycił list i za chwilę usiadł koło przyjaciela, kiwając głową z niedowierzaniem.

13 październik 2000, Londyn, mieszkanie Hermiony Granger

                  -Hermiona, jesteś tam?-dobierał głos za dębowych drzwi.
Kasztanowłosa, obudziła się na dźwięk swojego imienia. Wstała z łóżka i miał ochotę wybuchnąć płaczem. Porzuciła swoją miłość, i teraz mieszkała naprzeciw swojego przyjaciela Rona. KIedy znowu usłyszała wołania, wstała i podeszła do drzwi, wpuszczając rudego.
-Miona, muszę Ci coś powiedzieć…-wyrzucił z siebie patrząc na zaskoczoną dziewczynę-Ja, chce ci powiedzieć, zapytać ci się, czy chciałabyś zostać moją dziewczyną? Kocham Cię-powiedział patrząc dziewczynie prosto w oczy
-Ron, ja nie wiem ale, -myśl o dziecku, powtarzało jak mantrę jej sumienie, czuła, że to niewłaściwe ale cóż. Kochała go jak brata i myślała, że to wystarczy. Chciała go uszczęśliwić. Musiała tak postąpić nie zważając na konsekwencje-Zgoda, Ron-powiedział i pocałowała chłopaka.
24 grudnia 2000, Londyn, Mieszkanie Rona
-Kochanie, mama zaprosiła nas na Wigilię.-przypomniał Hermionie Ron.
-Tak, pamiętam.-uśmiechnęła się blado-Usiądź chciałbym Ci coś powiedzieć, Kochanie-ostatnie słowo nie chciało jej przejść przez gardło.
-Mionciu, czy coś się stało-zapytał siadając naprzeciw niej i patrząc na nią z troską.
-Nie…a właściwie tak. Jestem w ciąży.-powiedziała, patrząc na reakcje chłopaka.
-Mionka, to cudownie.-rzekł i mocno ją przytulił.

26 czerwca 2001, Londyn, Szpital

-Kochanie, na pewno chcesz rodzić w mugolskim szpitalu?-pytał Ron, Hermione, która zaczynała rodzić.
-Tak, na pewno-mruknęła i zaczęła krzyczeć. Mogła tylko się modlić, aby dziecko urodziło się z kasztanowymi
4 godziny później…
-Gratulacje, mają państwo syna-powiedział pielęgniarka podając Granger małego brązowowłosego chłopczyka.
Hermiona cieszyła się jak dziecko. Nie tylko z powodu, że została matką, ale też z powodu koloru włosów synka. Miała na rękach całe swoje życie. A obok niej siedział Ron, trzymając dziewczynę za rękę. Starała się nie myśleć o prawdziwym ojcu dziecka, ale nie mogła o nim zapomnieć, choć minął już prawie rok, od ich rozstania, to ona często żałowała swojej decyzji. Patrzyła na syna. Tom'iego Weasley’a-brązowowłose dziecko Hermiony Granger i Ronalda Weasley’a. Tylko jedno mogło zdradzić prawdziwego ojca dziecka. Jego stalowoszare oczy. Oczy, w których zakochała się jego matka.