Nowy rozdział już skończony, ale czeka na sprawdzenie. Tymczasem oddaje w wasze ręce miniaturkę. Nie jest to Dramione, tylko prawdziwa historia, może nie prawdopodobna, ale naprawdę prawdziwa. Tylko imiona są zmienione.
-*-
Ktoś kiedyś powiedział, że gimnazjum zmienia ludzi. Zmienia ich na gorsze, z trąca na margines społeczeństwa. A ja sądzę, że gimnazjum to nowy rozdział. Nowi ludzie, nowi przyjaciele, nowe miłości oraz nowe problemy. Ta historia opowiada tą piękniejszą wersję gimnazjów. Opowiada o przywiązaniu.. A zaczęła się nieprawdopodobnie, od zwykłej umowy.
-Czyli chcesz, abym chodził z tobą przez dwa tygodnie, aby Martyna się od ciebie odczepiła? A nie łatwiej jej powiedzieć, że jej nie lubisz?-zapytał brunet o niebieskich oczach, do siedzącej na ławce, obok niego dziewczyny.
-Próbuje jej to powiedzieć od trzech lat. Jesteś moją ostatnią deską ratunku. A i ty chyba chciałeś, aby dała ci spokój.-stwierdziła szatynka patrząc mu w oczy.-Zgoda?-zapytała wyciągając rękę.
-Zgoda. Dwa tygodnie i koniec.-uścisnął jej małą dłoń i uśmiechnął się.
Od następnego dnia byli już oficjalnie parą. Nikt, kto nie był wtajemniczony w ich umowę, nie powiedziałby, że grają. A trzeba im było przyznać, że aktorami byli znakomitymi. Dopięli swego już po tygodniu. Martyna nie rozmawiała z dziewczyną, a na chłopaka nie zwracała uwagi. Minęły dwa tygodnie, nadszedł ich koniec. Na ostatniej lekcji dostała od niego wiadomość, że chciałby się spotkać po lekcji, za szkolą. Zgodziła się, chociaż przez te dwa tygodnie zaufała mu wiedziała, że to koniec. Zaczęła coś do niego czuć i nie wyobrażała sobie, że następnego dnia przyjdzie do szkoły i nie usłyszy jego głosu, że nie poczuje jego perfumów, że nie popatrzy w jego granatowe oczy. Ze smutkiem wyszła z klasy, kiedy zabrzmiał dzwonek. Poczekała do końca przerwy i ruszyła w umówione miejsce. Już na nią czekał, z rozczochranymi włosami i nierozłącznym uśmiechem. Podeszła do niego i na przywitanie pocałowała go w policzek.
-Czyli dzisiaj koniec?-zapytała, patrząc się na swoje buty.
-Taa...-mruknął pod nosem i również spuścił wzrok.-Chcesz tego?-zapytał.
-A czy to ważne, czego chce?-zapytała spoglądając na niego swoimi brązowymi oczami.
-Dla mnie bardzo, ponieważ....-spojrzał w niebo szukając odpowiednich słów.-Przez te dwa tygodnie...zrozumiałem, jaka naprawdę jesteś. Na początku pomyślałem, że jesteś jedną z tych dziewczyn, które zmieniają chłopaków jak rękawiczki, jednak teraz wiem, że to nieprawda. Wiem, że jesteś naprawdę wartościową osobą z ciężkim charakterem, ale chyba się już do niego przyzwyczaiłem. Nie wyobrażam sobie jutrzejszego dnia, bez twojego uśmiechu, bez twoich oczu, bez ciebie. Sam się sobie dziwię, że to powiem, ale zaczęło mi na tobie zależeć, zacząłem coś do ciebie czuć.-skończył, a z jej oczu leciały łzy.-Jeśli zrobiłem coś nie tak to powiedz. Jeśli powiesz, że ma odejść, odejdę, tylko nie płacz.-mówił patrząc na nią czułym spojrzeniem.
Czuła dokładnie to co on. Nie mogła w to uwierzyć, nie umiała znaleźć słów. Nie chciała, aby odchodził, więc przytuliła go i pocałowała delikatnie. Teraz mieli być razem, ale już naprawdę.
-*-