wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 4-Wyznanie po pijaku


Taadam, i jest. Miał być wcześniej ale mój komputer mnie nie polubił. Złośliwość rzeczy martwych.
*Oleńka*
Po długiej chwili kontaktu wzrokowego, stanęła na palce i cmoknęła go krótko w policzek. Sama była zdziwiona swoim gestem, podobnie jak chłopak. Zarumieniła się, na co on parsknął śmiechem i spojrzał jej radośnie w oczy. Nie mógł bez niej długo wytrzymać, odgarnął kosmyk za ucho i pocałował ją w czoło

-Śpij, dobrze.-powiedział i odszedł do swojej komnaty.

-Ty, też-powiedziała w sumie sama do siebie, bo on już dawno zniknął za grubymi drzwiami.

Odwróciła się i udała się do swojej sypialni, zadowolona z dzisiejszego dnia.

***

Po pięknej jesieni, która ubrana w kolorowe liście, wyrusza na wyprawę, zostawia po sobie zimę. Z bielutkim śniegiem, oszronionymi oknami i czerwonymi policzkami uczniów, którzy chętnie chodzili przy jej pogodzie po błoniach. Minął październik, a listopad powitał wszystkich prawdziwie zimową pogodą. Większość uczniów korzystała z ostatnich promieni słońca, ogrzewającego śnieg. Wśród młodzieży można było dostrzec grupkę pierwszoklasistów toczących bitwę na śnieżki. Śnieg nadawał się idealnie do zabawy, więc od razu w powietrze poszybowały śniegowe kule. Największą dostał w twarz,  Nott, który niewzruszony, postanowił wymierzyć sprawiedliwość swojemu przeciwnikowi, którym okazała się sympatia jego najlepszego przyjaciela, Toma Amy. Dziewczyna widząc minę Ślizgona, zaśmiała się promieniście, na co Nott podbiegł do niej i powalił ją na ośnieżoną ziemię.

-AAA! Nott, puszczaj!-śmiała się Amy tarzając się z chłopakiem po zamarzniętej trawie.

-Nie mam zamiaru cię puścić, póki nie odbębnisz swoją karę, za rzucenie mnie śnieżką-zaśmiał się.

Tarzali się po śniegu, śmiejąc się i dogrywając sobie nawzajem. Raz dziewczyna była nad chłopakiem, a raz odwrotnie. Całą zabawę przerwało chrząknięcie. Dzieci od razu wstały otrzepując się ze śniegu. Przed nimi stał Prefekt Naczelny Gryffindoru i wpatrywał się w tę dwójkę.

-Wiecie, że dla pierwszoklasistów jest zakaz przebywania na błoniach, kiedy jest śnieg.-bardziej stwierdził, niż zapytał.

-Przepraszamy-bąknęli.-To się więcej nie powtórzy.

-Nie, powtórzy się, bo dostajecie szlaban.-powiedział Gryfon, kładąc nacisk na ostatnie słowo.-Poinformuję opiekuna waszego domu i on wymyśli wam karę.-dodał i odszedł.

Kiedy tylko sylwetka chłopaka oddaliła się, reszta Ślizgonów znajdujących się koło wyzwanych wybuchnęła śmiechem.

-Ale, żeście sobie nagrabili.-parodiował Gryfona, Emed.-Macie, przerąbane. Malfoy wam nie opuści.

-Wracajmy do zamku.-przerwał zabawę przyjacielowi, głosem bez emocji Tom.

***

 Hermiona Granger, szykowała się właśnie na dużo razy przekładane spotkanie ze swoim chłopakiem. Cieszyła się z chwili rozrywki oraz naprawiającej się sytuacji z Malfoy'em. Spróbowali się zaprzyjaźnić i trzeba było przyznać, że nawet im to wychodziło. Hermiona często zwracała się do Dracona z jakąś prośbą, czy to w naprawieniu drzwi, czy też wyborze ubarnia. Oby dwoje założyli sobie za cel, ukrycie sowich uczuć i prowadzenie tak zwanej gry pozorów. On zdobywał powoli jej zaufanie, którym ona powoli, dla pozorów mu dawała. Jednak w sercu, już od dawna był jej zaufaną osobą. To ona go zawiodła, to ona uciekła-te słowa często wracały do głowy nauczycielki zaklęć, jednak ona próbowała umieścić jej gdzieś głęboko i zdusić w zarodku.  Więc, pewnie nie zdziwicie się,   że osobą pomagającą Granger wybierać strój na spotkanie z Rudym był właśnie Dracon.

-Naprawdę, chcesz w tym się pokazać ludziom?-doigrywał Hermionie, zadowolony Malfoy

-Grabisz sobie ostatnio, a skoro taki mądry to, co mam włożyć?-postanowiła zachęcić przyjaciela do dłuższej wypowiedzi.

Draco wstał i podszedł do szafy przyjaciółki, wyciągając z niej wybrany przez siebie zestaw.

-To!-uśmiechnął się ironicznie, podając kobiecie ubrania.

Hermiona wzięła ubrania i musiała przyznać, że blondyn miał gust. Wybrany przez niego zestaw składał się z szmaragdowej sukienki do kolan z rozkloszowanym dołem oraz jasnej skórzanej kurtki. Całość dopełniały skórzane kozaczki na płaskim obcasie, skórzane duża torba oraz srebrna biżuteria.

Po chwili osłupienia, dziewczyna udała się do łazienki, przebrać się w przygotowany strój. Kiedy tylko wyłoniła się z łazienki, powitało ją gwizdanie, które wyłoniło się z ust Malfoy'a.

-No, no Granger. Muszę przyznać, że wyglądasz zjawiskowo.-powiedział zmysłowym głosem, wprost do jej ucha, a ona mimowolnie się zarumieniła.

-Dzięki, Malfoy.-szepnęła, odsuwając się od niego i odchodząc do szkatułki z biżuterią jednak chłopak zagrodził jej drogę.

-Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz.-wysyczał.-A ogólnie ma coś dla ciebie.-powiedział zmienionym głosem, wkładając do jej dłoni, małe szmaragdowe pudełeczko.

-Co to jest?- zapytała zdziwiona gestem byłego chłopaka.

-Otwórz, albo daj.- powiedział patrząc na nią wyczekująco.

Podała mu grzecznie pudełko, które ona otworzył i wyjął z niej łańcuszek ze srebrnym sercem wysadzanym zielonymi i czerwonymi diamencikami, które układały się w coś na kształt znicza. Podszedł do niej i odgarnął jej loki, aby następnie założyć wisiorek na jej chudą szyję. Od razu poczuł jej piękne, kwiatowe perfumy. Po chwili odsunął się od kobiety podziwiającej nową biżuterię.

-Nie mogę tego przyjąć, Draco.-powiedział, próbując zdjąć świecidełko z szyi.Jednak chłopak był szybszy, złapał ją za nadgarstek i wysyczał, zimnym, a wręcz lodowatym głosem.

-Weź, to z dobroci. To prezent, dla przyjaciółki.

Nie chciała się z nim spierać, ponieważ jeśli zaraz nie wyjdzie spóźni się na randkę. Na randkę? Jak to brzmi? Strasznie, no może randki są fajne, ale nie z ,,nim". Ale... to w końcu mój chłopak. Kocham go-myśli w głowie kasztanowowłosej kłębiły się, wprowadzając swoją panią w niezły mętlik.

-Ziemia, do Hermiony, Halo?-z zamyślenia wyrwał ją głos blondyna.

-Co?-odskoczyła zdezorientowana

-Pytałem, czy cię odprowadzić.-mruknął Malfoy nie kryjąc swojego rozbawienia, za co oberwał poduszką w głowę.-Nie zadzieraj ze mną Granger.

-Ale się ciebie boje. Naprawdę.-udała Hermiona, zawzięcie gestykulując.

-A powinnaś.-powiedział Draco i rzucił się na przyjaciółkę.

Powalił ją na kanapę i zaczął łaskotać. Dziewczyna zwijała się ze śmiechu, który wypełnił całe pomieszczenie, co dawało białowłosemu wielką satysfakcję i gilgotał ją coraz mocniej. Z oczu byłej Gryfonki leciały łzy śmiechu. Kiedy wreszcie jej odpuścił, dziewczyna była w opłakanym stanie. Cała jej fryzura zamieniła się w szopę brązowych loków, dzięki łzom spłynął z niej makijaż, a sukienka była cała wygnieciona.

-Wyglądasz teraz jakby cię wyrzucili z Błędnego Rycerza, prosto w błoto.-wyrzucił z siebie, rozbawiony podenerwowaniem dziewczyny Dracon.

-TY WREDNA FRETKO! CO TY MI ZROBIŁEŚ!? MIAŁAM DZIŚ RANDKĘ A TERAZ WSZYSTKO WZIĘŁO W ŁEB!-krzyczała na dławiącego się ze śmiechu chłopaka Hermiona.

-To nie moja wina.-parsknął Malfoy, próbując uchronić się przed złością byłej Gryfonki, jednak musiał przyznać, że uwielbiał ją denerwować.-Skoro masz randkę, to ja uciekam.-szybko wstał i udał się do drzwi.

-Teraz to już po wszystkim, zaraz napiszę Ru...Ronowi, że coś mi wypadło, jak czekał miesiąc poczeka jeszcze trochę.-mruknęła kobieta, a widząc, że jej towarzysz dalej idzie w kierunku drzwi, postanowiła go trochę ukarać.-Draconie Lucjuszu Malfoy'u jeśli teraz stąd wyjdziesz, to wiedz, że możesz już nigdy nie zobaczyć swojej różdżki, ani tym bardziej miotły. I przestanę się do ciebie odzywać.

Na te słowa, Draco odwrócił się i spojrzał na pękającą ze śmiechu Granger. Wiedziała, że te ostatnie zdanie zadziała na chłopaka i nie zostawi jej z przełożonym, zresztą przez niego a może dzięki niemu spotkaniu.

-Ja się pytam, ja się pytam jak to się stało, że ty trafiłaś go Gryffindoru. To zagranie było czysto Ślizgońskie. Jestem z ciebie dumy.-udał, że  ociera łzę.

-Zamknij się, wredny Ślizgonie i lepiej przynieś trochę Ognistej.-powiedziała, Hermiona siadając na kanapie.

Chłopak zasalutował i wyszedł do swojej komnaty do trunek. W tym czasie Granger, znalazła kawałem pergaminu i naskrobała wiadomość do swojego chłopaka Rona. Wyjaśniła mu, że nie mogła się z nim spotkać i bardzo go przeprasza, ale mogą spotkać się w czasie przerwy świątecznej. Otworzyła klatkę ze swoją sową Edenem i wysłała list do Rona. W chwili, kiedy zamykała okno, do pokoju wszedł Dracon, niosąc butelkę Ognistej i lewitujące za nim dwie szklanki. Postawiał wszystko na stoliku i usiadł obok Miony na kanapie. Nalał obojgu i podał kobiecie pełną szkarłatnego trunku szklankę.

-Za co pijemy?-zapytał.

-Za nas.-powiedziała pewnie Gryfonka, ale po chwili się zarumieniła.-Ale to zabrzmiało, chodziło mi o...

-Za naszą nową przyjaźń.-uśmiechnął się, rozumiejąc, że właśnie o tym mówiła Hermiona.-Zdrówko!

Po kilku kolejkach panna Wiem-To-Wszystko-Granger słaniała się na nogach.

-Maalffoyyy, coo tyy mii zrobiliśś.-spojrzała na przyjaciela, śmiejącego się z jej opłakanego stanu.

-Ja? Nic ci nie zrobiłem.-uśmiechnął się podchodząc i pomagając utrzymać się na nogach przyjaciółce.

Spojrzał w jej oczy z rozbawieniem i przypomniał sobie rozmowę z Zabinim

-Stary, nie wiem, co mam Ci powiedzieć, może poszukaj czegoś, co może wyjaśnić jej dziwne zachowanie, albo viritaserum...-powiedział cedząc powolutku ostatnie słowo i uśmiechając się jak naj perfidnej potrafił.

-Żartujesz sobie, przecież ona jak się dowie to mnie zamorduje.-powiedział dziwiąc się słowom przyjaciela.-Ale z drugiej strony... Masz rację, to jedyne wyjście. Ale czekaj może najpierw spróbuję na swój urok się czegoś dowiedzieć, przecież trochę ją znam.-dodał z uśmiechem dopijając swoją szklankę i wstając.-To, cześć!

Otrząsnął się, kiedy Gryfonka, zaczynała wymiotować.

-Cholera, Granger.-krzyknął, biorąc brunetkę na ręce i niosąc ją do łazienki. Przytrzymał jej włosy, kiedy ta upajała się zapachem swoich wymiocin.

-Hermiona, mam pytanie... Kochasz mnie?-zapytał na jednym wdechu.

-Oczywiście, smoczku.-wyszeptała upita kobieta i zasnęła z głową w sedesie. Malfoy uśmiechnął się, wziął ją ponownie na ręce i zaniósł do jej łóżka. Ostrożnie przykrył ją kołdrą i ucałował w czoło. Kiedy miał już odchodzić, złapała go za nadgarstek i nie chciała puścić. Cóż miał zrobić? Ułożył się obok niej i położył rękę na jej talii, nie protestowała, a serce Dracona eksplodowało. Był przeszczęśliwy, mimo iż kobieta była pijana jednak on cieszył się jej obecnością. Już po chwili spał w najlepsze śniąc o kasztanowłosej śpiącej tuż obok niego.
Czytasz=Komentujesz
 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Ogłoszenie!

Truututu!

Dzięki wam wszystkim, którzy czytają moje wypociny. A więc jak w tytule:

SZUKAM BETY!

Jeśli znasz kogoś takiego i napisz. Proszę Was bardzo, z całego serduszka :* <3

Oleńka :)

piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 3-Między Mionką, a Draconem...


W jej oczach zobaczył emocje, której sam w nienawidził i starał się ją z siebie wyrzucić. W jej czekoladowych oczach zobaczył strach. Bała się jego? Ale dlaczego? Był dla niej potworem? Sam nie wiedział. Nie mógł, zagryzł wargę, wstał gwałtownie za kanapy i wyszedł, zostawiając byłą Gryfonkę w osłupieniu.

Sam nie wiedział, dlaczego to zrobił, ale był pewien, że nie chciał jej wystraszyć, zranić? Kolejne pytanie, które szeptała jego podświadomość, a na które ona nie umiał odpowiedzieć. Bez słowa wszedł do swoich komnat. Opadł bezradnie na łóżko, patrząc się w baldachim, jakby był wyjątkowo ciekawym przedmiotem.

Dlaczego? Dlaczego on wyszedł? Wystarczyłby jeden, chodźby najmniejszy gest z jego strony, jedno słowo, choć jeden nieznaczący pocałunek dałby jej szczęście, nikłą nadzieję, że jej wybaczył. A tu nic. Kobieto ogarnij się, nasz chłopaka, a on nie chciał rozwalać twojego związku.-mówiło jej sumienie, jednak ona, uparta Gryfonka, chciała dowiedzieć się, czemu wyszedł. Jednak nie dziś, ponieważ nim się zorientowała zmorzył ją sen. Sen, który będzie pamiętała długo. Główną rolę odgrywał w nim, nie tak jak chciała, Ron. Widziała siebie szczęśliwą, ale tak naprawdę. Gdzieś głęboko chciała, aby,  naprawdę tak to wyglądało. Tymczasem Malfoy nie mógł siedzieć bezczynnie. Nigdy nie lubił nie rozwiązywalnych zagadek,  a Granger właśnie taką dla niego była. Postanowił wyrzucić ją ze swojej głowy, albo chociaż odsunąć na boczny tor. Goniony wyrzutami sumienie, które zaczęły się jak spojrzał w jej oczy, musiał się komuś wyżalić. Od razu przyszedł mu na myśl jago serdeczny przyjaciel Blaise Zabini, nigdy nie mieli przed sobą tajemnic i potrafili razem coś wyśnić w razie kłopotów. Szybko naskrobał na karteczce wiadomość i wypuścił z klatki jego osobistą sowę, aby ta zaniosła prośbę o spotkanie do jego przyjaciela. Chciał się z nim spotkać następnego dnia ,,Pod Trzema Miotłami", o 16.00. Nim się spostrzegł dostał twierdzącą odpowiedź od przyjaciela. Będzie musiał z nim porozmawiać.

***

-Amy!-zawołał za dziewczyną Tom, która na dźwięk swojego imienia odwróciła się i uśmiechnęła do kolegi.-Mam prośbę... Pomogłabyś mi z zielarstwa? Wiem, że jesteś z tego bardzo dobra i pomyślałem...-powiedział patrząc z wyczekiwaniem na dziewczynę.

-Jasne, nie ma sprawy. Tylko musisz mi powiedzieć, z czym sobie nie radzisz i jakoś temu zaradzimy.-uśmiechnęła się.-To może jutro o 11? Będzie spokojnie, bo wszyscy idą do miasteczka, a jak wiadomo my nie możemy.-wypowiadając ostatnie słowa troszkę się zasmuciła, ale zaraz wrócił jej dawny humor.-A w rewanżu mógłbyś mi pomóc napisać wypracowanie z zaklęć.

-W sumie, czemu nie. Sądzę, że to uczciwe, coś za coś.-odwzajemnił jej uśmiech brunet.-To do jutra.-pożegnał ją grzecznie i zbiegł do salonu, gdzie przyjaciele czekali na niego, nie zmieniając nawet miejsc. kiedy tylko usiadł w fotelu poczuł na sobie zniecierpliwiony i wyczekujący wzrok przyjaciół, przeszywający go, jego całe ciało. Nie chcąc dać przyjaciołom tego zadowolenia, usiadł wygodniej w fotelu zakładając ręce na oparcie, zamknął oczy. Wiedział, że koledzy nie będą w stanie mu odpuścić, jeśli im nie powie, co powiedziała Amy, ale on chciał to zostawić tylko dla siebie.

-I tak wam nic nie powiem, to moja sprawa. I nie nie wiem jak wejść to jej sypialni.-Powiedział ze spokojem, uprzedzając wszelkie pytania, po czym wstał i wyszedł z pokoju. Przyjaciele odprowadzili go wzrokiem.

-Czemu on nam to robi?- lamentował w najlepsze Zabini, szukając wytłumaczenia, u Nott'a

-Z tego, co opowiadał mi ojciec, Ron Weasley nie był ani sprytny, ani przebiegły. Jego mama raczej taż nie, więc ciekawe za kim ma te cechy?-już od początku główkował Nott.

Dean Nott nie jak by się mogło wydawać, nie był wcale kolejnym napuszonym arystokratą z wybujałym ego. Choć z pozoru był zimny i bezemocjonalny, zyskiwał przy bliższym poznaniu.  Okazywał się miły, mądry i naprawdę zabawny. Umiał dobrze kojarzyć fakty i wszystko i każdego rozkładał na czynniki pierwsze.Umiał bezbłędnie określić charakter danej osoby, bo bardzo pomagało mu w Slytherinie. W ich grupce to on był mózgiem grupy, za pomysły odpowiadał Tom, a Emed był od planu ,,b", to w sumie on zawsze komplikował wszystko, ale jakoś udawało im się tego wyplątach. Choć był już październik, oni załapali już kilka, no może kilkanaście szlabanów. A mogłoby być ich jeszcze więcej, ale nie było.  Nie mogąc rozgryźć charakteru Weasley'a wstał, zabrał swoje rzeczy i poszedł od dormitorium. W pokoju został Zabini, postanawiając przejść się po błoniach

-I tak nie mam nic do roboty.-mruknął jeszcze wychodząc. Choć było słonecznie, na błoniach było mało osób. Większość uczniów była w miasteczku, a młodsi siedzieli w Pokojach Wspólnych. Kiedy był w połowie drogi do starego dębu wpadł na jakąś pierwszoklasistkę z Gryffindoru. Nie widział jej na zajęciach, które prawie wszystkie mieli z Gryfonami. Miała strasznie długie karmazynowe włosy, spięte w koński ogon. Aż musiał przyznać, że była osobą rozpoznawalną, a on jej nie widział.

-Przepraszam, zagapiłam się.-powiedziała anielskim głosem, lustrując Zabiniego wzrokiem.

-Eee… Nie ma sprawy, też bujałem w obłokach.-uśmiechnął się.-Emed Zabini.-przedstawił się.

-Julia Zdanowicz.-odparła, a widząc minę nowego znajomego dodała.-Nie jestem z Anglii, przeprowadziłam się tu z Polski, to w Europie.

-Wiedziałem, że nie jesteś stąd, jesteś za ładna na Angielkę.-powiedział, widząc rumieniącą się dziewczynę.-Skoro na siebie wpadliśmy to może, miałabyś ochotę na spacer?-zapytał prosto z mostu.

-Jasne, czemu nie.-powiedziała uśmiechając się promiennie.

***

-Do cholery, Zabini gdzie cię wcieło.-mówił sam do siebie Tom, który już od godziny czekał na swojego przyjaciela w dormiotium, którego gdzieś wcięło.

Zdenerwowany podniósł ze swojego łóżka poduszkę i rzucił ją w stronę drzwi. Te niespodziewanie się otworzyły i wszedł przez nie Emed. Oczywiście niczego nie podejrzewając oberwał w głowę rzuconą wcześniej poduszką.

-Ej, co jest?-krzyknął patrząc głupio na przyjaciela.

-Przepraszam nie wiedziałem że wejdziesz. A w sumie gdzie ty do cholery byłeś?-zapytał siląc się na miły ton.

-Na spacerze.-warknął siadając na swoim łóżku i zdejmując buty.

-Z kim?-Tom od razu wyłapał lekko zawstydzony ton przyjaciela i patrzył na niego świdrującym wzorkiem.

-Nieważne.-warknął jeszcze i wszedł do łazienki.

-I tak się dowiem.-krzyknął za nim Tom, myśląc z kim Zabini mógł pójść na spacer.

Wiedział na pewno, że to była dziewczyna, bo Zabini tylko jeśli o nie chodzi był tajemniczy. Ze Slytherinu, nie bo do żadnej Zabini nie wzdychał. Z Gryffindoru, też raczej nie zważając na ich relacje, a z reszty domów nikogo nie znał. Przebrał się w piżamę i poszedł spać, pamiętając o jutrzejszym spotkaniu z May.

Sobotni dzień zaskoczył wszystkich piękną, słoneczną i stosunkowo ciepłą od rana pogodą. Drąco Malfoy szedł właśnie drogą do miasteczka, na spotkanie z Zabinim. Cieszył się, że pogada i popije z trochę niewidzianym kumplem. Musiał z nim pogadać, bo to już go przerastało. Minął grupkę, rozchichotanych uczennic, wracających do zamku. Przyspieszył kroku, kiedy zorientował się, że do umówionego spotkania zostało 10 minut. Kiedy minęła 16.00 wchodził do karczmy. Od chwili, kiedy przekroczył próg zauważył swojego czarnoskórego przyjaciela, siedzącego przy stoliku, pijąc Ognistą. Po chwili obaj raczyli się napojem.

-Przekażesz to Emed'owi?-zapytał podając przyjacielowi paczuszkę.-A teraz mów o czym chciałeś pogadać?

-Skąd, przypuszczenia, że chce o czymś gadać?-zapytał, głosem kompletnie wypranym z emocji, na co Zabini uśmiechnął się szeroko, ponieważ wiedział, że Dracon używał tego tonu tylko w poważnych sytuacjach. Spojrzał wyczekująco na Malfoy'a.-Nie nawidzę cię. Chodzi o Granger.-mruknął a widząc minę przyjaciela zaczął opowiadać.- Kiedy zobaczyłem ją na rozpoczęciu roku, a chwilę potem zobaczyłem, że ma syna z tym rudzielcem. Coś we mnie pękło. A wczoraj, zanim do ciebie napisałem, przeprosiła mnie, że wtedy uciekła i... ja chciałem ją pocałować, ale wtedy...zobaczyłem w jej oczach strach. Do cholery, czy ona się mnie boi? W sumie sam nie wiem co mnie opętało, przecież dalej nie zerwałem z Jane a już chcę się całować z Granger. Specu, co sądzisz?-rzucił z siebie Malfoy patrząc na reakcję przyjaciela.

W głowie czarnoskórego myśli mknęły jak szalone. Facet siedzący naprzeciw jego, był jego przyjacielem, ale obowiązywała go tajemnica lekarska. Hermiona poprosiła go o dyskrecję, ale z drugiej strony... Nie nie mógł mu powiedzieć. Kurde, czemu to takie trudne? Nie na widzę swojej zasranej pracy.

-Stary, nie wiem co mam Ci powiedzieć, może poszukaj czegoś, co może wyjaśnić jej dziwne zachowanie, albo viritaserum...-powiedział cedząc powolutku ostatnie słowo i uśmiechając się jak naj perfidnej potrafił.

-Żartujesz sobie, przecież ona jak się dowie to mnie zamorduje.-powiedział dziwiąc się słowom przyjaciela.-Ale z drugiej strony... Masz rację, to jedyne wyjście. Ale czekaj może najpierw spróbuję na swój urok się czegoś dowiedzieć, przecież trochę ją znam.-dodał z uśmiechem dopijając swoją szklankę i wstając.-To, cześć!

-Cześć...i powodzenia.-to drugie powiedział bardziej do siebie, pijąc kolejną porcję Ognistej, musiał odreagować, to dla niego za dużo.-Oj, za dużo! Dlaczego biedy Zabini, musi stać zawsze między młotem a kowadłem. Między w tym przypadku ziemią a niebem. Między Mionką a Draconem. Staraszne.-mruknął jeszcze do siebie kierując się w stronę wyjścia. Nie miał, co robić, więc postanowił teleportować się do Ministerstwa, musiał z kimś pogadać i nigdy nie sądził, że tym kimś będzie Potter.

***

Hermiona już od dobrej godziny nie wychodziła z pokoju. Musiała wypić eliksir Słodkiego Snu, aby po tych wszystkich przeżyciach zasnąć. Obudziła się następnego dnia bardzo wcześnie, a że była sobota, postanowiła odpocząć. Miała mętlik w głowie, jej myśli przelewały się przez jej głowę jakby był niej sztorm. Nie potrafiłaś się na niczym skupić, co nie pomagało w pracy nauczycielskiej. Kiedy sprawdzała jedną z ostatnich prac, do jej okna zapukała piękna, czarna sowa. Otworzyła okno, wpuszczając zwierzątko do środka. Sowa zakołowała kilka razy pod sufitem i usiadła na brzegu biurka. Hermiona podeszła, wzięła list odkładając go na łóżko, poczęstowała sówkę ciastkiem, a ta chwilę potem odleciała. Granger usiadła za łóżku rozrywając kopertę, przyniesionego listu. Nadawcą jak się okazało był jej chłopak, Ron. Chłopak chciał się z nią spotkać przyszłym tygodniu w miasteczku w barze pod Trzema Miotłami. Przeczytała list trzy razy, nim odpisała. Zgodziła się, ponieważ i tak nie miała nic innego do roboty. Chciała zapomnieć o wrześniu tego roku wymazać go z pamięci. Z jednej strony stał Ron, z którym rzekomo miała syn, a z drugiej facet, z którym naprawdę miała syna. Musiała porozmawiać z Ronem Nie denerwowała się przed przyszłotygodniowym spotkaniem. Kiedy skończyła rozmyślać nad Ronem, wróciła do swojej pracy. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi, w których chwilę potem ukazała się brązowa głowa, Toma.

-Co tam, kochanie?-zapytała kiedy oboje usiedli.

-Ogólnie wszystko OK, ale mam problem z tym... wypracowaniem na zaklęcia, z podstawowych zaklęć magicznym. Masz na ten temat jakieś książki?-zapytał, w sumie nie dla siebie tylko dla Amy.

-Jasne, w końcu uczę tego przedmiotu.-uśmiechnęła się, wstając do swojej biblioteczki. Po chwili podała chłopcu grubą książkę oprawioną w czerwoną skórę.

-Dzięki.-odparł na pożegnanie i pocałował mamę w policzek.

Hermiona jeszcze długo patrzyła na otwarte drzwi. Otwarte? Zza nich wystawała głowa a teraz już cała postać Dracona.

-Czego, chcesz?-zapytałam z jadem w glosie

-Może grzeczniej. Przyszedłem z pokojowym nastawieniem Granger.-odparł z ironicznym uśmieszkiem.

-Więc...

-Zostańmy przyjaciółmi. Nie chcę się kłócić.-wyrzucił z siebie, a jej serce eksplodowało.

Jednak przy nim musiała być twarda. Nie mogła mu pokazać, że jej zależy.

-Zgoda, p r z y j a c i e l u.-powiedziała zapraszając go gestem do środka.

-Gran...Hermiono mam prośbę.

-Tak?-zapytała, a słysząc swojej imię, uśmiechnęła się w duchu.

-Wytłumacz mi, czemu uciekłaś. Proszę.-powiedział, a ona w jego oczach dostrzegła ciepło, którego tak jej brakowało.

-Nie wiem czy to dobry pomysł. Może innym razem Malfoy, chcę żebyś mi wierzył, ale musimy na nowo się zaprzyjaźnić. Zgoda?-powiedziała, patrząc pierwszy raz świadomie w tym roku szkolnym w oczy. Tak jej tego brakowało.

-Zgoda, nie będę na ciebie naciskał. Rozumiem, mam przynajmniej taką nadzieję.-mruknął siląc się na uśmiech.

Odwzajemniła go, czując pod skórą jej serce, które szalało jakby miało wyskoczyć. Odprowadziła go do drzwi, porozmawiali jeszcze i została kwestia pożegnania. Po długiej chwili kontaktu wzrokowego, stanęła na palce i cmoknęła go krótko w policzek. Sama była zdziwiona swoim gestem, podobnie jak chłopak. Zarumieniła się, na co on parsknął śmiechem i spojrzał jej radośnie w oczy. Nie mógł bez niej długo wytrzymać, odgarnął kosmyk za ucho i...

 

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 2 cz.II- Niewyjaśnione, zostaje...

Dziękuje, za te 5 komentarzy pod notkami. I dzięki za rady. Tym razem starałam się pamiętać o interpunkji, ale nie daje za to głowy. Nie bijcie. A co do nowego to postaram się jak najszybciej, może w weekend, a i prawie zapomniałam, spróbuje dodać wszystkich bohaterów.
**Czytasz=komentujesz**
*Oleńka*


Kolejne dniu były dla Hermiony straszne. Po pierwsze nie mogła nigdzie znaleźć prawdziwego aktu urodzenia synka, a co jeszcze gorsze coraz bardziej zapominała o Ronie. Czasem tylko w jej głowie były wizje wcześniejszego życia z Rudzielcem. Rzadko dostawała też od niego listu, tłumaczył się jednak,że nie ma czasu, jest zapracowany. Szczerze nie przeszkadzało jej to. Dzień mijał za dniem, a ona popadała w rutynę. Była dopiero połowa września a ona u niej już wszystko działało jak w zegarku. Budziła się skoro świt i planowała lekcje, potem szła na śniadanie. Aby następnie unikając wzroku Dracona uciekała na lekcje. W czasie przerwy obiadowej rozmawiała trochę z synem, a potem zaszywała się w swoim mieszkanku. Czytała, poprawiała wypracowania. Wieczorem szła na spacer wokół jeziora. Wracała na kolację. A potem tylko szła spać i tak codziennie. Pogoda zaczęła się psuć, przez całe dnie padało, rujnując boisko szkolne, podobnie jak nastroje uczniów.
Ostatniego dnia września, jak co dzień szykowała się na spacer. Ale teraz było inaczej, nie wiedziała czemu, ale wiedziała, że coś się wydarzy. Ubrała swój beżowy płaszczyk, który kupiła jeszcze za czasów, mieszkania z Malfoy'em. Założyła czarne, zamszowe szpilki, zamknęła sypialnię i udała się na błonia. Przed wyjściem na dwór rzuciła na siebie zaklęcie, aby nie zmoczył jej deszcz. Wychodząc z zamku, poczuła pod nogami mokrą trawę. Zrobiła krok, i poślizgnęła się. Przeklinała się, za to, że założyła szpilki. Pewna, że zaraz runie w błotnistą trawę. Zamknęła oczy, czekają na swój los. Jednak po chwili poczuła nie zapach trawy pod sobą, ale cudownie pachnące męskie perfumy. Przypomniała sobie, że skądś zna te perfumy. A już po chwili wiedziała kto takowych u żywa. Wyrwała się z ramion swojego wybawcy posyłając mu pytające spojrzenie. Przed nią stał Draco Lucjusz Malfoy i wpatrywał się w nią świdrująco swoimi stalowoszarymi oczami. Ona pierwsza przerwała kontakt wzrokowy, nie chcą myśleć o tym co było.
-Dzięki..-wymruczała spuszczając wzrok i pozwalając aby jej włosy otuliły jej zarumienione policzki.
-Nie ma za co. Jestem przecież dżentelmenem.-odpowiedział, posyłając jej jedno ze swoich zabójczych,lecz delikatnych uśmiechów.
-Jeszcze raz dzięki. A co ty tutaj właściwie robisz?-wydukała. próbując spojrzeć mu w twarz.
-Szukałem Ciebie, na prośbę McGonnagall. Chce nas widzieć u siebie. I nie, nie wiem o co chodzi.-powiedział poprzedzając pytanie brunetki, oferując jej swoje ramie.
Ona jednak uśmiechnęła się pokrzepiająco i wyminęła go wchodząc do budynku. Twarz Dracona przebiegł grymas zdziwienia. Jednak nie przejął się tym za bardzo, ponieważ nie mógł zaprzeczyć, że skrycie cieszył się, że może iść za brunetką patrząc na jej doskonałe kształty. Uśmiechnął się i poszedł za nią.
Hermiona ruszyła do gabinetu dyrektorki, nie oglądając się na idącego za nią białowłosego chłopaka. Choć czuła jego wzrok na sobie, nie chciała dać mu tej satysfakcji i obrócić się. Podziękowała sobie w duchu, za to, że tak szybko dotarli przed posąg chimery. Tym razem to on ją wyminął i podszedł do posągu, torującego schody. Szepnął hasło i ustąpił miejsce Hermionie.
-Nie musiałeś Malfoy, ale dziękuje.-powiedziała wchodząc na schody, swoim wyćwiczonym podczas bycie jego wrogiem tonem.
Wiedziała, że z jej głosu nie wyczyta z niego jej emocji, tak jak z oczu. Uśmiechnęła się do siebie, za to trafne spostrzeżenie. Choć, nie mogła zaprzeczyć, że lubiła przebywać w jego towarzystwie, teraz czułą na sobie dreszcze. Nie była pewna, czy to dreszcze podniecenia, czy strachu. Kiedy tylko dotarła do drzwi zapukała i zaraz po tym weszła do gabinetu. Zaraz za nią wszedł Malfoy, zamykając drzwi.
Hermiona natomiast rozejrzała się po gabinecie. Kiedy była tu poprzednim razem, była za bardzo wściekła, na Malfoya alby przejrzeć zawartość gabinetu. Nie zmienił się wiele, od czasów panowania Dumbeldora. Może tylko na ścianie wisiał nowy obraz. Oczywiście przedstawiający byłego, nieżyjącego już dyrektora. Na obrazie jednak wspomniany uśmiechał się do niej, tak jak zapamiętała, gdy chodziła do szkoły.
-Cieszę się, że jesteście. Usiądźcie-rzekła dyrektorka, jednak to drugie było skierowane bardziej do Hermiony, bo Dracon już siedział w fotelu naprzeciw biurka.
Była Gryfonka, również zajęła szybko miejsce koło niego, nie siląc się nawet na spojrzenie. Nie chciała zdradzić swoich uczuć do niego. Przegoniła z głowy tą myśl. Myśl, która siedziała w jej głowie już od ich pierwszego spotkania po latach. Nie, nie kochała go. Kochała Rona, miała z nim syna. W sumie, syna nie miała z Ronem tylko z siedzącym obok byłym Ślizgonem, ale cóż. Nie wszystko potoczyło się po jej myśli.
-Zwołałam was tutaj, ponieważ chciałabym przekazać wam, że w tym roku wy będziecie odpowiedzialni za uczniów pozostających w szkole podczas świąt. Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko pozostanie w święta w szkole?-powiedziała, a oni tylko kiwnęli głową na znak zrozumienia.
Jednak każde z nich biło się z myślami. Hermiona klęła Gryffinodra, na McGonnagall, na Malfoy'a i nawet na siebie samą. Pierwszy raz świadomie chciała opuścić Hogwart. Nie chciała dać się ponieść emocjom, kiedy będzie z Malfoy'em sam na sam. Natomiast Draco postanowił, że podczas przerwy doprowadzi jego relacje z Hermioną do pozytywnego stanu. Chciał z nią szczerze porozmawiać. Ale czemu miał czekać, musiał z nią porozmawiać i to już, dziś, teraz, no może jak wyjdą z gabinetu dyrektorki.
-To chyba wszystko. Możecie iść.-wyrwała ich oboje z zamyślenia dyrektorka.
***
Pokój Wspólny Slytherinu był dla wszystkich z Domu Węża drugim domem. Tak jak codziennie wieczorem było tu pełno osób. Śmiejących się z przyjaciółmi, pijących kremowe piwo lub Ognistą, rozmawiających wesoło. Oraz oczywiście odpoczywających czy odrabiających lekcje. Przy jednym ze stolików, siedziała trójka młodych Ślizgonów zawzięcie o czymś dyskutując.
-Jeśli, choć piśniesz słówko, obiecuję Ci jak matkę kocham, że już nigdy nie będziesz miał różdżki w ręce.-warknął młody Weasley na swojego kumpla Notta.
-Nie jestem przekonany, co do waszego pomysłu.-tym razem odezwał się Nott, mierząc obu kolegów spojrzeniem, niczym istna panna Granger za czasów szkolnych.
-Dean, stary nie wymiękaj. Uda się jeśli pomożesz. A teraz cisza idzie Amy.-powiedział szeptem, niczym jakiś przestępca młody Zabini i głowy całej trójki obróciła się na przechodzącą obok ich stolika dziewczynę o długich blond lokach i dużych, błękitnych oczach, które okrywał wachlarz rzęs. Była to ich koleżanka z roku Amy Longbotton, coka Luny i Nevilla. Uśmiechnęła się do chłopców i poszła do swojego dormitorium. Po chwili, kiedy ich emocje opadły zaczął Tom.
-Jutro, albo nigdy.-powiedział z uśmiechem niczym Malfoy i poszedł za blondynką, wprawiając swoich przyjaciół w nie małe zdziwienie.
-Ona mu się podoba na serio?-zapytał bez przekonania Nott, jednak na jego pytanie Zabini wzruszył tylko ramionami i zaczął pisać esej na eliksiry.
* **
Szybko pożegnali się i wyszli na schody. Tym razem pierwszy szedł Draco, a Hermiona wlekła się powolutku za nim. Nim się spostrzegła dotarli do swoich sypialni.
-Draco, dziękuje za uratowanie mnie przed upadkiem.-przerwała ciszę, wpatrując się w jego oczy. Oczywiście nieświadomie.
-Nie ma za co, już co mówiłem, Mion.., znaczy Granger.-wyjąkał w końcu Draco, sam się sobie dziwiąc z jaką niepewnością mówi do szatynki.
Uśmiechnęła się jeszcze i ruszyła w stronę swojego gabinetu, a dokładniej klasy. Kiedy miała właśnie naciskać klamkę zdobył się na odwagę.
-Herm...-powiedział cichym, ale pewnym głosem, a ona jak automat odwróciła się w jego stronę, posyłając mu pytające spojrzenie.-Chodzi o to...Znaczy..Na Merlina....Nie chcę się kłócić, ale nie chce też udać, że nigdy nic nas nie łączyło..-zaczął w końcu jednak ona mu przerwała.
-To długa historia. Może nie na korytarzu. Zapraszam na późną herbatę.-wypowiedziała siląc się na uśmiech i próbując uspokoić szalejące w piersi serce. Nie mogła zrozumieć czemu ona tak na nią działa.
Z radością, przystał na jej propozycję i po chwili siedzieli już na kanapie w saloniku w mieszkanku czarodziejki w kieliszkami wina w dłoniach. Od zawsze uważała, że najlepiej rozwiązywać problemy przy dobrym alkoholu i pamiętała, że on się z nią w tej sprawie zgadzał.
-Draco, po pierwsze chciałabym Cię szczerze przeprosić. Draco, przepraszam, że uciekłam. Wiem, że nie ma nic na moje wytłumaczenie ale proszę wybacz.-kasztanowłosa wyrzuciła z siebie słowa patrząc uważnie w oczy chłopaka.
On sam widział,że nie kłamie. Widział, że jej oczy zaszkliły się i wyrażały tylko smutek i zażenowanie. Dziwił się sobie, ale już po wypowiedzeniu przez nią jej imienia, wybaczył je to co zrobiła. Sam nie wiedział co było w tej drobnej kobiecie, ale nie mógł się na nią długo gniewać. Przecież tylko ona wierzyła, w niego. Nie patrzyła na niego jak na byłego śmierciożerce, ale jak na człowieka, który ma prawo popełnić błąd. Pamiętał każdy ich wspólny dzień i każą rzecz, którą razem robili. Pamiętał ich pierwszą wspólną noc, ich pierwszy pocałunek. Jej każdy uśmiech. Nim się obejrzał czuł na sobie jej oddech. Widział, że ona jest z kimś innym ale to się da niego nie liczyło. Spojrzał w jej czekoladowe oczy i zamarł...