*Oleńka*
***
24 września 2000, Londyn, Szpital św.Munga
Do recepcji wchodzi kobieta z długimi, kasztanowymi włosami ubrana w czarne szpilki i beżowy płaszczyk.
-Dzień dobry, Hermiona Granger byłam umówiona z Blei.. z doktorem Zabinim.-mówi uśmiechając się do recepcjonistki
-Oczywiście. Drugie drzwi na prawo-opowiada recepcjonista, wracając do czytania gazety.
-Dziękuję-mruczy Hermiona i odchodzi w stronę wspomnianych drzwi.
Kiedy wreszcie je znalazła puka i po chwili słyszy wyraźne PROSZE. Uchyla drzwi i wchodzi do przestronnego gabinetu, rozglądają się wokół. Wszystko jest tu białe, oczywiście oprócz czarnoskórego lekarza, wstającego właśnie od biurka.
-Miona, kochania. Jak dobrze, że jesteś. Mam wyniki twoich badań. Usiądź-mówi wskazują krzesło naprzeciw biurka.
-Nie, dzięki. Trochę mi się spieszy. Więc mów co mi jest. Proszę.-uśmiecha się do Bleisa nakłaniając go aby zaczął mówić.
-No dobrze. Nie będę owijał w bawełnę-mówi siadając na biurko i wpatrując się w dziewczynę swojego przyjaciela.-Krótko mówiąc. Będziesz musiał pożegnać się na jakiś czas ze szpileczkami i GRATULUJE!-mówi patrząc na zdziwioną Granger
-Zabini, o czym ty do cholery, gadasz?-pyta zniecierpliwiona kobieta.
-Po pierwsze kochana, nie gadam tylko mówię, a do drugie jesteś w ciąży. To się Smoczek ucieszy-mówi nieświadomy co przeżywa dziewczyna.
-W ciiiążży?-mówi nie wierząc w to co usłyszała, i modląc się w duchu aby to był głupi żart Zabiniego, ten jednak jest nad wyraz poważny.-Bleise, mam prośbę… nie mów nic Draconowi.-powiedziała ze łzami w oczach.
-Wiesz, to twoja decyzja ale nie chcesz, żęby wiedział, że będzie ojcem?-zapytał, ale widząc minę dziewczyny dodał-Obowiązuje mnie tajemnica lekarska-uśmiechnął się do niej blado, w duchu jednak klnąc na swój los.
-Dzięki. To…cześć-powiedział wychodząc z gabinetu. To nie możliwe, dlaczego? Nie, on nie może się dowiedzieć. Nie chce, żeby został ze mną tylko ze względu na dziecko-myślała teleportując się do ich mieszkania.
Było mieszkanie na ostatnim piętrze wieżowca w centrum Londynu. Weszła do mieszkania, zostawiając klucze w drzwiach. Weszła do sypialni w barwach czerwieni i ostatni raz popatrzyła na ten pokój. Wyciągnęła walizkę, spakowała się za pomocą zaklęcia i zamknęła drzwi na klucz.
***
Draco Malfoy wchodził właśnie do jego mieszkania, które dzielił z kobietą jego życia Hermioną Granger. Musiał dziś zostać dłużej w Ministerstwie i nim się zorientował wybiła 21. Pomyślał, że Hermiona pewnie już śpi, więc poszedł wziąć prysznic i wszedł do sypialni. Czuł, że coś jest nie tak. Odkrył kołdrę w celu pocałowania ukochanej ale jej tam nie było. Zauważył kątem oka kartkę leżącą na biurku. Kiedy to przeczytał nie mógł w to uwierzyć. Na kartce widniało kilka słów:
Kochany Droconie!
Przepraszam, ale to koniec. Zapomnij o mnie, proszę…
Hermiona Granger.
Czytał liścik piąty raz i dalej nie mógł w to uwierzyć. Z bezsilności wziął ich wspólne zdjęcie i roztrzaskał je o podłogę. Jego świat stracił sens. Nie mając pojęcia co robić wziął butelkę Ognistej i zatopił smutek w alkoholu. Następnego dnia przyszedł do niego jego przyjaciel Zabini. Wszedł do mieszkania, otwierając zamek swoim kluczem i przeraził się tym co zobaczył. Malfoy spał z butelką Ognistej w dłoni a wokół niego leżały kawałki szkła. W drugiej ręce trzymał liścik. Nie zastanawiając się chwycił list i za chwilę usiadł koło przyjaciela, kiwając głową z niedowierzaniem.13 październik 2000, Londyn, mieszkanie Hermiony Granger
-Hermiona, jesteś tam?-dobierał głos za dębowych drzwi.
Kasztanowłosa, obudziła się na dźwięk swojego imienia. Wstała z łóżka i miał ochotę wybuchnąć płaczem. Porzuciła swoją miłość, i teraz mieszkała naprzeciw swojego przyjaciela Rona. KIedy znowu usłyszała wołania, wstała i podeszła do drzwi, wpuszczając rudego.
-Miona, muszę Ci coś powiedzieć…-wyrzucił z siebie patrząc na zaskoczoną dziewczynę-Ja, chce ci powiedzieć, zapytać ci się, czy chciałabyś zostać moją dziewczyną? Kocham Cię-powiedział patrząc dziewczynie prosto w oczy
-Ron, ja nie wiem ale, -myśl o dziecku, powtarzało jak mantrę jej sumienie, czuła, że to niewłaściwe ale cóż. Kochała go jak brata i myślała, że to wystarczy. Chciała go uszczęśliwić. Musiała tak postąpić nie zważając na konsekwencje-Zgoda, Ron-powiedział i pocałowała chłopaka.
24 grudnia 2000, Londyn, Mieszkanie Rona
-Kochanie, mama zaprosiła nas na Wigilię.-przypomniał Hermionie Ron.
-Tak, pamiętam.-uśmiechnęła się blado-Usiądź chciałbym Ci coś powiedzieć, Kochanie-ostatnie słowo nie chciało jej przejść przez gardło.
-Mionciu, czy coś się stało-zapytał siadając naprzeciw niej i patrząc na nią z troską.
-Nie…a właściwie tak. Jestem w ciąży.-powiedziała, patrząc na reakcje chłopaka.
-Mionka, to cudownie.-rzekł i mocno ją przytulił.
26 czerwca 2001, Londyn, Szpital
-Kochanie, na pewno chcesz rodzić w mugolskim szpitalu?-pytał Ron, Hermione, która zaczynała rodzić.
-Tak, na pewno-mruknęła i zaczęła krzyczeć. Mogła tylko się modlić, aby dziecko urodziło się z kasztanowymi
4 godziny później…
-Gratulacje, mają państwo syna-powiedział pielęgniarka podając Granger małego brązowowłosego chłopczyka.
Hermiona cieszyła się jak dziecko. Nie tylko z powodu, że została matką, ale też z powodu koloru włosów synka. Miała na rękach całe swoje życie. A obok niej siedział Ron, trzymając dziewczynę za rękę. Starała się nie myśleć o prawdziwym ojcu dziecka, ale nie mogła o nim zapomnieć, choć minął już prawie rok, od ich rozstania, to ona często żałowała swojej decyzji. Patrzyła na syna. Tom'iego Weasley’a-brązowowłose dziecko Hermiony Granger i Ronalda Weasley’a. Tylko jedno mogło zdradzić prawdziwego ojca dziecka. Jego stalowoszare oczy. Oczy, w których zakochała się jego matka.
Opowiadanie zaczyna sie dobrze, nawet bardzo dobrze ale.... Zawsze musi być jakies ale, Dużo informajci i akcji mogłabyś rozłożyć to na kilka rozdziałów. Bardzo sztucznie wyszła akcja z Ronem. Wyglądał to miej więcej jak to:
OdpowiedzUsuń-Cześć nie widzieliśmy sie kilka lat, byłaś z moim wrogiem, nie utrzymywaliśmy kontaktu i zupełnie przypadkowo mieszkasz na przeciwko mnie a tak btw to cię kocham.
- Ja ciebie też.
Powiedziała mu, że jest z nim w ciąży, więc musiała z nim spać (mam nadzieję, że nie zrobiłaś z niego totalnego idioty i wie skąd się biorą dzieci) a skoro kochała Draco to było to lekko dziwne. Do reszy nic nie mam zostaje mi czytać kolejne dwa rozdziały (skomentuję) i życzyć weny a i jeszcze wydaję mi się ,że imę dzicko powinno sie piać Tommy, Tommy'ego ( nie jestem pewna ale na pewno nie pisze się iego)